Kulinarna Katalunia
No, więc tak. Moja polonistka zawsze powtarzała żeby zdań nie zaczynać od więc. Więc zaczynam od "No, więc". No, więc z tymi knajpami to może być tak sobie. Bo w Hiszpanii mam uzależnienie lokalne. Nie, Internet to uzależnienie globalne. Podobnie jak jaranie. Ale mam też lokalne. Caipirinha w Brazylii. Wursty w Niemczech. Oraz żelki Haribo. Również tam. W Hiszpanii mam gazpacho. A odkąd w pewnym hotelu na Kanarach zobaczyłem że podają go na śniadanie, obiad i kolację to oprócz gazpacho i bułki paryskiej nie potrzebuje tu nic więcej. No może jeszcze oliwki. Więc z knajp nie muszę korzystać. Gazpacho w kartoniku znajduje się w każdym przyzwoitym supermarkecie, bułka paryska też. Jasne, lubię tapas. No może z wyjątkiem królika. Ale czy sałatka dworcowa (zwana tu rusa) albo smażone kartofle to coś o czym warto pisać? Z paelli też nie ma co robić mistrza świata. Zwykły peruwiański arroz con mariscos jest smaczniejszy. A flaki w Polsce robią lepsze. Knajpy, które w Barcelonie pamię...