Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie
Do taxi na Taszkient idzie się obok mauzoleum. Prezydenta. A także kilku innych budowli historycznych. Ale już chyba historię przedawkowałem, bo nawet nie robię zdjęć. Na miejscu opadają mnie taryfiarze. Jak stado wilków zająca. Nie znoszą tego. Podobnie jak targowania. Więc odwracam się na pięcie i idę precz. Trochę posiedzę w cieniu. Może im przejdzie. Albo mnie. Po chwili widzę gdzie podjeżdżają samochody z Buchary (czy skąd inąd) szukające tylko jednego czy dwóch pasażerów. To się nazywa "срочно". Umawiam się z jednym na 50.000 i po chwili jedziemy. Między Samarkandą a Taszkientem pustyni brak. Są pola, na których już się zbiera pszenicę. Pod koniec maja. I słupy wysokiego napięcia ze sztucznymi gniazdami bocianów. W których stoją sztuczne bociany. Na poboczu sprzedają asal. Wiem co to, bo po arabsku miód to również asal. Uzbecy sporo slow mają z arabskiego. Jeszcze więcej z rosyjskiego. Zabawne że klną po rosyjsku. Короче бляд пиздец. Widać w uzbeckim przekleństw nie ma...