Najbogatsze miasto świata (100 lat temu)

#azerbejdżan #baku #azerbaijan 

Z Tbilisi do Baku jest nocny pociąg i autokar o 17. Ale przyjeżdża do Baku o 2 w nocy. A ja chcę zobaczyć krajobraz. I nie czekać godzinami na granicy. Więc jadę na dworzec żeby sprawdzić czy są inne opcje. Są. Marszrutki do Czerwonego Mostu od samego rana. Ale mnie się nie chce rano wstać. W Gruzji wszyscy wstają późno. Dopiero koło 10 zbieram po cichu graty, żeby nie obudzić współspacza i jadę. 4 lari i po godzinie jestem na granicy. Tu nie ma kolejek. Za to azerski pogranicznik dokładnie kartkuje mój paszport wypytując gdzie byłem w Armenii i czy nie w Górskim Karabachu. Nie, nie byłem. A po co w Armenii? Bo zwiedzam wszystkie kraje. Spisuje mnie na jakiejś kartce wypytując o miejsce zamieszkania i zawód. Po 10 minutach puszcza wolno. Jestem w kraju #98. Azerbejdżan. Mam farta bo zaraz za granicą stoi autokar do Baku. Kiedy odjeżdża? Za 5 minut. To się nazywa międzynarodowe skomunikowanie. Płacę 12 manatów i sadowię się wygodnie z tyłu. Pierwsze wrażenie. Spodziewałem się gór. A tu krajobraz jak nad Wisłą. Płasko. Daleko. Tylko na południu góry. To Karabach. Dopiero po kilkuset kilometrach prawie nad morzem Kaspijskim widać jakieś wzgórza. Zatrzymujemy się co kilkadziesiąt kilometrów żeby zabrać pasażerów, na siusiu i żarcie. W Baku jestem po 8. Dworzec autobusowy - Avtovagzal jest nowy i na peryferiach. 

Dobrze że dojeżdża metro. Też nowe. Całe wyłożone białym marmurem. Strzelam fotkę. Dopiero później dowiaduje się że to absolutnie zabronione. Z powodów antyterrorystycznych. Po postsowieckich metrach w Erywaniu i Tbilisi jest efekt wow. 

Wysiadam w centrum. Nowe budynki są wprawdzie często w estetyce 20-piętrowych chatek Gargamela - ale ten styl rozpanoszył się od Maroko przez Kair do Dubaju. Więc nic dziwnego, że tutaj też dotarł. Natomiast całe miasto jest urocze. 

Podoba mi się otoczona murami starówka z wąskimi, kręconymi uliczkami. Oprócz walorów obronnych (łatwiej unieszkodliwiać wrogów sciśniętych w takich - czasem metrowych - zaułkach) ma to również wymiar praktyczny. Bo w Baku wieje. Przez 10 miesięcy w roku. Zimą zimny wiatr z północy, latem gorący z południa. Dzięki wąskim uliczkom stare miasto czyli Iczeri Szereh nie przypomina wygwizdowa. 

Za murami miasto jest zupełnie inne. Ale też ładne. Szerokie proste ulice, bulwary, parki. I jak pisze Kapuściński - Czego tu nie ma! I pseudogotyk, i pseudobarok, i styl postmauretański, i szkoła Corbusiera, i konstruktywizm lat dwudziestych, i monumenty okresu patetycznego, i ładne, nowoczesne konstrukcje. 

Tych najnowszych oczywiście Kapuściński nie widział - stoją przy nadmorskim bulwarze i na wzgórzach okalających miasto. Jak słynne budynki w kształcie płomieni. Ale trzeba przyznać że tu wszystko jakoś się łączy i składa. Baku wyrosło na ropie - w 1900 odpowiadało za ponad połowę światowej produkcji. Tu bracia Nobel konkurowali ze Standard Oil. Pod koniec XIX wieku było najbogatszym miastem na świecie. I to widać! Ciekawe bo przez kilkadziesiąt lat boomu naftowego głównymi architektami Baku byli Polacy. Józef Gosławski, Kazimierz Skórewicz i Józef Płoszko. 

Im miasto zawdzięcza choćby ratusz, filharmonię (dawne kasyno), pierwszą szkołę dla dziewcząt czy siedzibę Akademii Nauk. Może dlatego Baku wygląda tak europejsko. Po prostu wow! 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie