Zasiedziany w Tbilisi
#gruzja #tbilisi
Dobra. Zasiedziałem się lekko. Ale mi się tu podoba. Tbilisi to miasto które wciąga jak czarna dziura. Tylko z przyjemnością. Pomimo że miasto spore (półtora miliona) łatwo je ogarnąć. Metro dojeżdża tam gdzie trzeba a w inne miejsca można autobusem. Z ciekawostek - przejazd kosztuje pół lari (75 groszy). Wystarczy doładować kartę miejską i odbić przy bramce lub kasowniku. Biletów papierowych brak. W autobusach są porty USB więc podczas jazdy można podładować komórkę. Są też kolejki linowe (też na kartę) i funicular do wesołego miasteczka. A ja lubię wesołe miasteczka. W kiosku można sobie kupić wino w jednorazowym kubku i popijać na ławeczce. Marihuana też od roku zalegalizowana więc dla każdego coś miłego. Branżowy bar jest jeden. Success się nazywa. Ma barek, dancefloorek i chilloucik. I wygląda na żywcem wciągnięty z lat 90. Więc można odbyć krótką podróż do młodości. Tam wybrałem się z Andrzejem i Radkiem - Polakami, którzy postanowili zamieszkać w Gruzji. Pogadaliśmy o muzyce, teatrze Faktoria Sebastiana Dorosińskiego (szkoda, że juz go nie ma) i Polakach w Gruzji. Duże kluby taneczne organizują raz na jakiś czas imprezy queerowe a jak ktoś nie lubi house i techno to można pójść do łaźni.
Łaźnie z gorącymi źródłami siarkowymi to miejska duma. W końcu to od nich pochodzi nazwa miasta (tbili to ciepły). Większość niestety oferuje jedynie prywatne pokoje kąpielowe (czasem również z sauną i parowką) ale jeśli kogoś interesują inne przyjemności powinien zajrzeć do Queens bath przy Grishashvili. Tu można się przekonać że Gruzini wcale nie są tacy konserwatywni. Oj dzieje się! Aha - trzeba prosić o najtańszy bilet za 9 lari. Inaczej można wylądować w pokoju prywatnym.
Konserwatyzm miejscowych może wynikać z tego że 93% to wierzący. I praktykujący. Zdecydowana większość to wyznawcy gruzińskiej cerkwi prawosławnej, ale stoją też cerkwie obrządku moskiewskiego, świątynie ormiańskie, synagogi, kościoły i meczety. Gruzja szczyci się tolerancją religijną, której przejawem jest m. in to że szyici i sunnici (gdzie indziej nie żyjący w przyjaźni) wspólnie dzielą jeden meczet. Najbardziej tolerancyjni są... katolicy, w których kościele goszczą baptyści i Koptowie. Okazuje się że katolicyzm też może być fajny.
Ogromnie podoba mi się tutejsza starówka. Częściowo odremontowana, ale wciąż można znaleźć budynki nie odnawiane od stu lat. Oprócz malowniczej wieży zegarowej, katedry Symeona (gdzie ślub brał Maksym Gorki i gdzie znajduje się krzyż Świętej Nino) można zobaczyć pomnik Tamada.
Tamada to toastmaster - osoba wygłaszająca toasty podczas supry - czyli gruzińskiej biesiady. Jako że Gruzini robią wino od co najmniej 8000 lat (najprawdopodobniej najstarsze wino świata) rytuał picia go jest dość unikalny. Pierwszy toast wznosi się za Boga lub pokój (na jedno wychodzi) bez których nie było by biesiady ani biesiadujących, a potem pije się za Gruzję, gospodarzy, gości, piękne panie, panów, pomyślność, zdrowie i co tam komu przyjdzie do głowy. Taki toast może trwać podobno nawet i pół godziny, podczas których nie wolno rozmawiać ani jeść. Trzeba słuchać. Dlatego tamada musi być mądry i elokwentny. Supra została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO - z czego Gruzini są niezwykle dumni.
Komentarze
Prześlij komentarz