Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2019

Noc zerwanych relacji

Obraz
Wielkanoc w tym roku to alles zusammen do kupy mitt. Oprócz Paschy to także muzułmańskie Shab e Barat (albo Lailat al Bara'a). A że wypadły w tym roku 4/20 więc oprócz miłośników jarania przyciągnęły też inne duchy. Na prawdę nic wam ta data nie mówi? Mi tak. Bo kiedyś zbierałem znaczki III Rzeszy. Ale do rzeczy. W piątek tak się nałaziłem, że wieczorem nawet mi się wyjść nie chciało.  Więc w sobotę najpierw poleżałem nago na trawie w parku (tak jak sobie zaplanowałem) a wieczorem udałem się do jedynego klubu na Schoenebergu który jest zawsze otwarty. Po prostu zawsze. I zawsze coś się dzieje. Bulls. Dziś było pełno. I z tego wszystkiego musiałem akurat poznać jego. Nawijał jak jakiś Nietzsche czy Heidegger udający Kanta. A potem okazało się że Albańczyk. Wcześniej chodził po darkroomie ze spuszczonymi spodniami więc widziałem że obrzezany. Najpierw mi opowiadał że coś mam wspólnego ze światłem. Na początku było licht a na końcu keit czy heit. W każdym razie wychodziło na rzeczowni...

Plaża nudystów pod Kolumną

Obraz
Host ma 50 lat i ani jednej zmarszczki. Szaman jakiś. Mieszka w Berlinie od 28. I trochę narzeka że Berlin już nie taki. Jasne że nie taki. Jak ja tu przyjezdzałem to były dwa Berliny. A niebieski pawilon na Friedrchstrasse to była granica. I stała kolejka. Jak u nas za mięsem. Żeby wyjechać za mur. Michael - którego poznałem w Opern Cafe na Unter den Linden i przez którego spóźniłem się na granicę czego rezultatem było szczegółowe przesłuchanie i rewizja. Na tej Friedrchstrasse właśnie - mówił, że nigdy nie puszczą go na tamtą stronę. Poczekaj jak Honecker umrze - obiecywałem. Prorok ze mnie był kiepski bo rzeczony przeżył najpierw exodus Niemców do Niemiec. A potem Niemiecką Republikę Dramatyczną (czy Problematyczną - jak utrzymywała Fiolka) szlag trafił. Znaczy sąsiedzi wzięli.  Z Alexanderplatz s-Bahnem do Tiergarden i dalej pod Kolumnę Zwycięstwa. W zaroślach cruising w biały dzień, przy mostku zaczepia mnie imigranckie chłopię. Imigrantów lubię, ale chłopięta to raczej koście...

Berlin Senegal

Obraz
Chcą być w niebie, ale nie chcą umrzeć. Tak jakby ktoś chciał senegalskie jedzenie bez chili. Chili już tam jest. Ono jest w jedzeniu zanim zostało dodane - mówi mój host i zaczynamy się głośno śmiać. Bo mój host jest szamanem.  Znalazłem go na airbnb kiedy szukałem lokum na święta. Jak wiadomo w Polsce święta można tylko obchodzić. To jedyna opcja, bo cały kraj jest zamknięty na głucho. Na tym polega polska tolerancja. Albo się bawisz jak my. Albo wypierdalaj. To wybrałem wypierdalaj.  Daleko nie trzeba. Wystarczy do sąsiadów. Co nas kiedyś najechali. Tu w święta można być pedałem, wyjść na ulicę w wyzywającym ubraniu. W klubie pozbyć się go i uprawiać wyuzdany seks z przypadkowymi partnerami w otoczeniu innych osób. Albo nie.  W każdym razie Berlin nie Londyn. Ulice są proste, szerokie i mają sens. Dróżki dla rowerów są przy każdej ulicy. A także tam gdzie ulic brak. Nie ma tłoku, huku i pośpiechu. Nawet w metrze. Mieszkam 10 minut od Berghein. Najpierw idę ulicą Kopern...

Nothing special

Obraz
Nie ma jak kontrowersja. Wystarczy napisać że Londyn nudny i od razu tyle komentarzy. Że nie nudny. A nawet ciekawy. Że są i fajne gej kluby i ciekawe muzea. Wiem. Nawet w niektórych byłem. Ale trudno mi się tym tak strasznie ekscytować. Po pierwsze jak już pisałem byłem tu jak jeszcze Polaków nie było. Czyli w latach 80. Zeszłego wieku. Poprzedniego tysiąclecia. Wtedy oczywiście różnica między Warszawą a Londynem była znacząca. I w wystawach. I gej-klubach. I wszystkim innym. Ale będąc tu tyle razy (a czasem wręcz pomieszkując) zdążyłem się już nieco przyzwyczaić. Do londyńskich atrakcji. I całej reszty. Autobusy nie są złe. Jasne - jak się nie ma co robić to można się przejechać. Ale przy londyńskich wąskich, pokręconych i zatłoczonych uliczkach trudno to uznać za efektywny środek transportu. Rowerem? Widziałem kilku szaleńców omijających slalomem autobusy ale prędzej bym chyba skoczył na bungee. Bo jeśli chodzi o dróżki rowerowe to... nie zauważyłem wcale. W tej kategorii Warszawa b...

Londyn jest nudny

Obraz
Londyn jest nudny. Pisarsko nie interesujący. Inspirujący jak przemówienia Kaczyńskiego. Zabiegany, zatłoczony. I się nie uśmiecha. Na dodatek wszędzie daleko. Oysterka niezbędna bo jedyny normalny transport to metro. Autobusem można się wybrać co najwyżej na wycieczkę krajoznawczą. Długą. Bo wszędzie korki. Do tej pory mieszkałem głównie po hostelach ale teraz postanowiłem wynająć pokój przez airbnb. Mikropokoik w 2 strefie (czyli daleko od centrum) kosztuje tyle co dwupokojowe mieszkanie na warszawskim Rynku Starego Miasta. No ale to Londyn.  Kiedy prosiłem o info co tu robić... poradzono mi aplikacje. Tja. Bez apki widać nawet London nudny. Dla mnie niestety ruchanie z apki jest nudniejsze od Londynu. Hi, how are you? What do you like? Top or bottom? Send me your pictures. Bla bla bla. I po tym wszystkim mamy się jeszcze spotykać i biblijnie poznawać? Przecież się już znamy. Więc wybrałem Sweatbox - sauna na Soho świeżo po remoncie. Po pierwsze otwarta 24h - a ja wolę rano. Po d...

Co robić w Londku?

Obraz
Jak się gdzieś jedzie po raz pierwszy to jest łatwiej. Najlepiej jak się nic nie wie. I nie oczekuje. Ale Londek? Pierwszy raz jak byłem to tam jeszcze Polaków nie było. Serio. Polski się słyszało na Hammersmith. W polskim ośrodku. Na ulicy nigdy. Polska. On jest z Polski i jest tam gwiazdą. Weź autograf od niego - Andy Bell z Erasure postanowił scedować na mnie trochę swej popularności. A ja wiem, stolicą Polski jest Reykjavik - jedna z jego fanek zaorała tego wieczoru tak, że aż napisałem "Somewhere on the moon". Ale tyle o Polsce wtedy w Brytanii wiedziano. A ja nie jadę pierwszy raz. Ani drugi. Ani trzeci. W takich sytuacjach ogląda się głównie stare śmieci. I spotyka starych znajomych. A ja bym jakieś nowe śmieci zobaczył. I może nowych znajomych poznał? Ale jak to zrobić? Ilość wydeptanych ścieżek w Londku taka że trudno się z kolein wydostać. Już nawet po muzeach chodziłem. To chyba ostatnie stadium poznawania miasta. Czyżby niewiele więcej mi zostało? Z Londynu lat 80...

Bez planu

Obraz
Do tej pory było bez planu. Podoba się - zostajemy. Przestało - płyniemy dalej. Po wizycie małp zostaliśmy na Phi Phi (wymawiaj Pi Pi) jeszcze dzień czy dwa. Ojciec dał się namówić na masaż. Stóp i pleców. Po tym stóp przestały mu puchnąć stopy. Po tym pleców wyprostował się i zaczął normalnie chodzić. Ale wysłanie go na masaż zajęło ze 3 dni. Chodzimy się kąpać. Jak morze nie ucieka. Bo jak jest odpływ to z zatoki robi się nic. I pływać się nie da. Wieczorami napierdalają kluby po drugiej stronie zatoki. Niestety nie ma znaczenia czy jest woda czy nie. Przestają dudnić o pierwszej. I wtedy można spać. Znaczy można i wcześniej ale ja oglądam Netflixa. O zamachu w Sarajewie. Ciekawe. I Altered Carbon. Pomyje po Lemie. Nudne. Gramy z ojcem w ringo na plaży. Raz wybraliśmy się kajakiem na Monkey Beach. I po kilku dniach znów zmiana scenerii. Koh Lanta. Tu morze nie ucieka, do domku nie ma schodów. I nie ma klubów z muzyką nocną. Czyli jednak najbliżej ideału. Rano zwykle morze przypomin...

Hongkoński maraton

Obraz
No i teraz mam plan. Myślę nad nim od kilku dni. W Hongkongu mamy dwa dni. A raczej półtora. Co można zrobić w Hongkongu przez półtora dnia. Ho ho ho a nawet trochę więcej. Zdecydowanie więcej niż ja zrobiłem przez trzy. Będzie turystycznie. Ale na maxa. Kupuję trzy Hongkong passy. W internetach piszą że się nie opłaca. Ale jak się ma mało czasu a chce się i to i tamto to warto. Po pierwsze kolejka z lotniska do centrum. W cenie. Rzucamy bagaże i jedziemy do Ocean Park. Też w cenie. Wesołe miasteczko z Zoo i akwarium oraz kolejką linową, podziemną i roller-coasterem. Tak, wlazłem i tam. Rodzice nie. Ojciec zjadł kiełbaskę (jak u nas), mama kalmara grillowanego po koreańsku (okropny). Mają fotki z pandą wielką, ogromnymi salamandrami i mantą w akwarium.  Wpadliśmy jeszcze na pierogi do najtańszej na świecie restauracji z gwiazdką Michelina. Smaki są odpowiednie do ceny. Jadłem w kilku miejscach w Hong Kongu. Łącznie z McDonald'sem. Wszędzie było lepiej niż w tej od Michelina. Na kon...