Londyn jest nudny
Londyn jest nudny. Pisarsko nie interesujący. Inspirujący jak przemówienia Kaczyńskiego. Zabiegany, zatłoczony. I się nie uśmiecha. Na dodatek wszędzie daleko. Oysterka niezbędna bo jedyny normalny transport to metro. Autobusem można się wybrać co najwyżej na wycieczkę krajoznawczą. Długą. Bo wszędzie korki. Do tej pory mieszkałem głównie po hostelach ale teraz postanowiłem wynająć pokój przez airbnb. Mikropokoik w 2 strefie (czyli daleko od centrum) kosztuje tyle co dwupokojowe mieszkanie na warszawskim Rynku Starego Miasta. No ale to Londyn.
Kiedy prosiłem o info co tu robić... poradzono mi aplikacje. Tja. Bez apki widać nawet London nudny. Dla mnie niestety ruchanie z apki jest nudniejsze od Londynu. Hi, how are you? What do you like? Top or bottom? Send me your pictures. Bla bla bla. I po tym wszystkim mamy się jeszcze spotykać i biblijnie poznawać? Przecież się już znamy. Więc wybrałem Sweatbox - sauna na Soho świeżo po remoncie. Po pierwsze otwarta 24h - a ja wolę rano. Po drugie za 40£ jest tygodniowy pass - jak oyster card. Po trzecie i najważniejsze - zawsze coś się dzieje. No i wszystkie kolory świata. Również te co lubię. W związku z powyższym reszty gej Londka nie zwiedziłem. Bo po co? Z wyjątkiem Old Compton's. To chyba najstarszy branżowy pub. Jak byłem tam pierwszy raz to piwo kosztowało funta. Teraz prawie sześć. Tak, to było dawno. A w dodatku inflacja czy wręcz gejflacja. Bo teraz wypada chodzić więc ceny są odpowiednie. W Compton's byłem najpierw w Brookiem a potem z Fiolką. I było tak miło że nawet sweet foci nie mamy. Obgadywaliśmy stare czasy, fejsowych znajomych i życie w Londku. Jak się tu siedzi to trzeba zapierdalać. A jak się zapierdala to nie ma czasu na zwiedzanie, łażenie po muzeach, koncertach, knajpach czy inne przyjemności. Czyli Londyn jest nudny.
Komentarze
Prześlij komentarz