Berlin Senegal
Chcą być w niebie, ale nie chcą umrzeć. Tak jakby ktoś chciał senegalskie jedzenie bez chili. Chili już tam jest. Ono jest w jedzeniu zanim zostało dodane - mówi mój host i zaczynamy się głośno śmiać. Bo mój host jest szamanem.
Znalazłem go na airbnb kiedy szukałem lokum na święta. Jak wiadomo w Polsce święta można tylko obchodzić. To jedyna opcja, bo cały kraj jest zamknięty na głucho. Na tym polega polska tolerancja. Albo się bawisz jak my. Albo wypierdalaj. To wybrałem wypierdalaj.
Daleko nie trzeba. Wystarczy do sąsiadów. Co nas kiedyś najechali. Tu w święta można być pedałem, wyjść na ulicę w wyzywającym ubraniu. W klubie pozbyć się go i uprawiać wyuzdany seks z przypadkowymi partnerami w otoczeniu innych osób. Albo nie.
W każdym razie Berlin nie Londyn. Ulice są proste, szerokie i mają sens. Dróżki dla rowerów są przy każdej ulicy. A także tam gdzie ulic brak. Nie ma tłoku, huku i pośpiechu. Nawet w metrze. Mieszkam 10 minut od Berghein. Najpierw idę ulicą Kopernika a potem Marchlewskiego.
Przed budynkiem straży pożarnej strażacy wygrzewają się na słońcu. Obok stoi szisza. A potem wychodzę na Bulwar Karola Marksa i idę na Alexanderplatz. Jest pięknie. Gorąco jak w środku lata. Dobrze że jestem w t-shircie. Szkoda że w długich spodniach.
Na Alexanderplatz kupuję sobie wursta od chodzącego grilla. A wcześniej przy Ostbahnhofie wziąłem vege kebab. Ohne fleish - potwierdza sprzedawca i dalej gada po arabsku przez telefon. Czy skajpa. Szukram ya sahbi - mówię mu w podziękowaniu. Szukram ya habibi - uśmiecha się szeroko przystojny brodacz - Massalam. Massalam - od razu się dobrze poczułem. W tym Berlinie.
Dobrze poczułem się już wczesniej. Najpierw w mieszkaniu poczułem przyjemny zapach. Nie, nie tytoniu. A może nie tylko. W każdym razem gospodarz zapytał czy palę. Ale nie tytoń. A ja zapytałem czy jest z z Senegalu bo widzę Świętego na ścianie. A on że tak. No to ja że tam byłem. Byłeś w Touba? No byłem w Senegalu i jak się dowiedziałem kto to taki to pojechałem złożyć mu hołd. A on na to że Święty wzywa ludzi i nie każdy może tam być. Niektórym psują się samochody czy zmieniają plany. I nie dojeżdżają. A ja pojechałem. Nie wiadomo po co. Teraz już wiem. On był w Touba - słyszę jak host tłumaczy znajomemu, który właśnie przyszedł. On był w Touba - mówi komuś przez telefon. Znajomy wchodzi i przypatruje mi się uważnie. A potem wita razem z tym piąstkowaniem. Nie za bardzo umiem. W sumie jestem białas. Host opowiada o rasiźmie po niemiecku. Oni nie patrzą na ciebie. Patrzą obok albo przez ciebie. Jakbyś by niewidzialny. Jakby cię tam nie było. Host odgrywa całą scenkę a ja wraz ze znajomym zarykykujemy się i dusimy ze śmiechu. Tu czuję się jakbym w Senegalu. Jakbym nie był biały. I nie odpowiadał za ten cały syf.
Komentarze
Prześlij komentarz