Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2019

O Madrycie i zamieszkach w Barcelonie (znowu)

O Madrycie to nawet nie ma co pisać. W nocy 5 stopni. A w dzień 25. Przyjeżdżam tu od lat i jakoś nigdy nie polubiłem Madrytu. Bo za duży? Bo nie ma wody? Bo za bardzo szpanerski? Nie wiem. Może za bardzo krakowski? Bo to Madryt jest prawdziwym Krakowem. Nie Barcelona. Poznałem to po frekwencji na naked. Bar Attack (kiedyś mój ulubiony) - 8 osób. Bar Naked (tak, też taki mają) - 10. Na moje pytanie czy w weekend jest lepiej obsługa mówi że tak jak teraz. Naked w saunie. Czynnej 24h. Może 12. Kraków normalnie. Albo Islamabad. Chociaż tam mnie jeszcze nie było. Lubiłem Odarko (z powodu muzyki Carranco) ale zamknęli. Tam też zwykle było pusto. W ogóle Madryt kojarzy mi się z pustymi lokalami. Oni tam clubbing uprawiają z zegarkiem w ręku. Od tej do tej tam i tam. Raz w pełnej dyskotece wszedłem do kibla. Jak wyszedłem nie było na sali nikogo. Wszyscy przeszli dalej. Nie chce mi się nawet odwiedzać sauny Central (pełno nabzdyczonych koleżanek szukających księcia) czy Strong Center (też peł...

Przez Andaluzję na czas

Obraz
A teraz mi się nie chciało pisać. Málaga śliczna. Większa, lekko mniej turystyczna. No i nad morzem. Ale na plaży trzeba w ubraniu siedzieć. Więc znowu z plażingu dupa. Chyba pora opuścić Europę. Albo kupić zimowe ciuchy. Obejrzałem  Katedrę z frontem zbyt szerokim do zdjęcia,  teatr rzymski (malutki),  mury alcázar (tutaj wszystko się zaczyna od al. Al to arabskie the). Mury Gibralfaro (Gibel - to góra, al faro - latarnia morska, na cześć tej w Aleksandrii). Czyli Góra z latarnią. Po arabsku. Mówią że nazwa fenicka. Co do Gibraltaru wciąż się zastanawiają. Skąd nazwa. Mieszkam koło kolejnej atrakcji - czyli Mercado central. Rynek jest obowiązkowy w każdym hiszpańskim mieście. W każdej dzielnicy. Zaraz obok dają bułki na 100 sposobów. I dobre oliwki. Córdoba jak Kazimierz. Tylko turystów więcej. Albo Avignion. Tylko most dokończony. I za darmo można się przejść.  Do katedry trzeba zapłacić. To największa. Była meczetem. Ogromnym. W którego środek (raczej mniej niż wi...

Grenada. Skansen polikulturalny

Obraz
Nie pisałem kilka dni. Bo to trochę głupio. Widzisz na własne oczy rewolucję. A potem pisać o ładnych domkach? Czy zamkach? Albo że jest ciepło? No właśnie że nie jest. Z tygodniowym poślizgiem łapię w końcu nocnego bla bla i o siódmej rano wysiadam w Grenadzie. Jest potwornie zimno. Pięć stopni. A ja w t-shircie i krótkich gaciach. Przecież przyjechałem na południe? Co jest? W hostelu spotykam ziomka z Safestay Barcelona. Tego co fotki z dołu strzelał płonącym barykadom. Najprawdopodobniej cały świat zobaczył jak płoną barykady w Barcelonie. Najprawdopodobniej nikt z oglądających nie dowiedział się że zapalono je aby uniemożliwić policji ściganie demonstrantów jak zwierzyny łownej. Tak właśnie działają media. I pomyśleć że działają tak w każdym przypadku. A my to oglądamy i wyrabiamy sobie zdanie. Takie jakie mamy sobie wyrobić. Miłego oglądania.  Ziomek wyjeżdża do znajomych ale jeszcze przekazuje że najlepszy hasz jest obok placu św Mikołaja. Po 4€ za gram. W Maladze tak tanio n...

Policyjne polowanie

Obraz
Po południu na Passeig de Gracia zbierają się tłumy. Ulica ma 6 pasów. Do tego chodniki szerokości dwóch pasów, pas techniczny i jeszcze jeden na przystanki, kontenery na śmieci (których już nie ma), drzewa oraz latarnie. Po każdej stronie. Razem 14. Szeroka. Przy placu Katalońskim stoi scena a ludzie stoją po horyzont.  Znaczy najpierw szli, to jeszcze zszedłem na dół żeby tych nacjonalistów zobaczyć.  Młodzi, starzy, rodziny, mamy z wózkami, festyn.  Oczywiście flag co niemiara. Znów katalońskie, socjalistyczne i republikańskie. Jedna pani miała galicyjską. Nie naszą. Tam też jest Galicia.  Potem się zrobiło tłoczno i przeniosłem się na taras. Nie tylko wszystko świetnie widać ale jeszcze się można czegoś dowiedzieć.  No więc jeszcze w czasie przemówień pokazał się dym z okolic Urqinaony i Via Laetana. Tam gdzie dwie godziny wcześniej gadałem z młodzieżą. Dziwne, bo nastrojów bojowniczych nie dostrzegłem. Pod hostelem też. Jeśli nie liczyć środkowych palców wy...

Strajk

Obraz
Strajk generalny to vaga. Już wiadomo skąd wagary. Zaczęło się spokojnie. Rano na tarasie zaczepił mnie koleś z dreadami. Can you see the moon? - pokazuje na chmury? No. - There - pokazuje. Nic nie widzę. W końcu chmury się lekko przerzedzają i wygląda zza nich. Księżyc. And the sun - pokazuje dokładnie po przeciwnej stronie. - We are in the middle. Between sun and the moon - uśmiecham się i przypalam lufkę. Na dole idzie pierwsza manifestacja. Jest  po 10. Wczoraj wieczorem postanowiłem że  w końcu kupię te spodenki. W drugiej kieszeni też się dziura zrobiła i lufkę muszę w skarpecie nosić. Podobno w tych spodenkach wyglądam jak kierowca trucka. Z Teksasu. Biały t-shirt, bejsbolówka. Nawet skarpety masz wywinięte - śmieje się ten z dreadami. Można wyglądać na rednecka nawet jeśli nigdy się nie było w Teksasie? Można. - Gdzie jest dziś manifestacja? - pytam na recepcji - Nie wiem, ale mogę poszukać - recepcjonistka bierze komórkę. - Bo chciałem spodenki kupić, a dziś strajk ge...

Barcelona przed Strajkiem Generalnym

Obraz
Poprzedniej nocy było spokojnie. A przynajmniej tak mi się wydawało. Oczywiście latał helikopter i jeździły suki ale nie było barykad ani ognisk. Pod hostelem. Ale rano znów pisali że całą noc się działo. Z kilku miast Katalonii idzie marsz gwiazdzisty. Dziś dojdą do Barcelony. Gdzie jest zapowiedziana duża demonstracja. I strajk generalny. Więc oczywiście Grenada poszła w odstawkę. Kiedy ostatnio widziałem strajk generalny? Chyba za Solidarności. Tej pierwszej. W oczekiwaniu na dziś wczoraj połaziłem po mieście. Niby nic. Tylko autobusy turystyczne jeżdżą puste. No i ceny na weekend nie podnieśli w hostelu. W zeszły było 25€ za wyrko. W ten jest 12€. Ale oprócz większej ilości graffiti - nic. Pojawiły się napisy "Buch - traidor". Buch to minister spraw wewnętrznych. Potępił przemoc na ulicach.  Chyba powinien wyjść na ulicę i zobaczyć co jego podwładni wyprawiają. Zasiedziałem się w barach i w środku nocy na Ramblas de Catalunya (za plaza Cataluña) wpadłem w uciekający tłum....

Niby nic się nie dzieje

Obraz
Niby nic się nie dzieje. Miejsca gdzie płonęły barykady zalano nowym asfaltem (po południu już wszystko było gotowe). Śmietników nowych na razie brak. Stare poszły z dymem. Żadnych szyb nie wybito (a pamiętajmy że Passeig de Gracia to miejscowa 5th Avenue z najdroższymi brendami). Tylko graffiti się pojawiły. Żółte wstążki solidarności z uwięzionymi. I napisy. U mnie na dole jest taki. Liberdad o caos. Wolność albo chaos. Na razie zdecydowanie to drugie. Aż się zdziwiłem jak przeczytałem że w nocnych protestach brało udział 20.000 ludzi. Z góry tego nie widać. Widać grupki. Dziesiątki, max setki. Żadne wielkie demonstracje. A piszą że w nocy płonęło 50 ognisk na ulicach. Nowa miejska partyzantka. Nazywają się Democratic Tsunami, kontaktują przez Telegram (bo szyfrowany) i apkę i działają jak flashmoby. Policja całą noc znów jeździła. A helikopter latał. Premier Katalonii zaapelował o spokój. Wcześniej apelował o obywatelskie nieposłuszeństwo. Madryt grozi że wprowadzi rządy bezpośredni...

Barcelona płonie

Obraz
#Barcelona #Katalonia #Cataluña #Catalonia No więc tak. Najpierw była demonstracja katalońska. Z okazji referendum. Potem hiszpańska. Z okazji święta. A od dwóch dni się tłuką z okazji wyroku. Na kataloński rząd, który zorganizował referendum. Wieczorem było groźnie. Strzały, suki i płonące barykady na Passeig de Gracia. Pod moim hostelem płoną dwie. Jedna po prawej, druga po lewej.  Media donoszą że to śmietniki. Ciekawe ile śmietników trzeba na zatarasowanie 6-pasmowej ulicy? Chyba sporo. Helikopter też lata od rana. Wieczorem latał. W nocy też. I pomyśleć że 20 lat temu o Katalonii gadało tylko kilku staruszków, którzy na Ramblas sprzedawali koszulki z napisem "Cataluña. Ni França. Ni España". I nikt więcej. A teraz rewolucja. Miałem jechać do Grenady. Ale kierowca z Bla bla car nie odpisał. Nie zadzwonił. Podobnie jak kolejny. I następny. Potem jeden odwołał przejazd. A drugi nie potwierdził. Znaczy ten to już piąty był. Albo szósty. Czyli raczej nie wyjadę.  Rano wygląda...

Z uchodźcami. Przed wyborami

Obraz
Wylądowałem w schronisku dla uchodźców. A przynajmniej tak mi się wydaje. Ostatnio nocowałem w świetnych miejscówkach. San Jordi - z basenem na dachu, Safestay z tarasem z którego widać pół miasta i gdzie można czasem poznać zdolnych muzyków z Izraela, czy Hipstel gdzie codziennie dają darmowe obiady wegańskie (idealne rozwiązanie dla kogoś kogo znudziły tapas, paelle i kto przez pół dnia zastanawia się co, a nie kogo by tu zjeść). Albo Kabul przy Plaza Major: darmowe piwo, darmowy obiad, taras z widokiem na Plac). I wszędzie tłumy młodych, uśmiechniętych, wesołych ludzi. A tu jak w sztabie Platformy na dzień przed wyborami. Albo po. Atmosfera znaczy. Jakaś rodzina z dzieckiem; pan pokazał żebym koszulkę założył (it's not normal - stwierdził wykrzywiając twarz). Gustownie opakowana starsza Muzułmanka w okularach, z wielką torbą. Kilku Azjatów, kilka starszych pań. Sikh z obwiazaną głową. I brodą. Ciekawe, że w przeciwieństwie do Muzułmanek ich nikt nie chce rozpakowywać. Obsługa z ...

Barcelona. Ruja & poróbstwo

Obraz
#Katalonia #Barcelona #Barcelonabynight #Barcelonagay #Barcelonabar #Barcelonasauna #ruja #poróbstwo No to wracam. Do Barcelony. Dzień jakoś przemęczyłem się na plaży. Z zapasem chusteczek. Do wody nie wlazłem chociaż ciepła jak w basenie. Bo podobno od nóg można przeziębić. Ale co przeziębić? Przecież już jestem przeziębiony. Jak chory to nie myśli. No ale dzień przemęczyłem się na plaży. Pod palmą. W Palmie. Bo wziąłem wieczorny lot. Chcąc jeszcze coś zwiedzić. No, bo kto mógł pomyśleć że ja tu chorować przyjadę? Jak jakiś Chopin. Czy coś. A potem autobusem na lotnisko. 38 milionów pasażerów rocznie to chyba więcej niż Okęcie? Po locie krótszym niż czekanie w gejcie lądujemy. Wracam do safestay przy Passeig de Gracia. 200 metrów od przystanku Aerobusu z lotniska. Czas ma znaczenie. Jest jedenasta a mój klub zamykają po północy. Rzucam plecak na wyro i lecę. Oczywiście zapominając lufki i zapalniczki. Jestem w połowie drogi. Nie wracam, skręcę jointa. Jak nie kręcę. Jestem chory jak s...

Stara Palma. I chora

Obraz
No dobra. Nie pisałem Bo chory byłem. Nie gruźlica na szczęście. Ale źle się czułem. Znaczy pierwszego dnia jeszcze całkiem nieźle. Do Puerto de Soller wybrałem się jednak autobusem. A kolejkę obejrzałem od zewnątrz. Pełna turystów. Niektórzy jechali na stojaco. Wolę siedzieć w autobusie. Może mniej romantyczne. Ale pod dupą miękko. Zresztą cala Majorka jest pełna. Niemcy, Anglicy, Polacy Rosjanie, Skandynawowie. Cały zestaw. Wszędzie. Na plaży. Na deptaku. W autobusach. W sklepach. Pod katedrą. No i cała infrastruktura. Nie, tu nie ma kryzysu. Ceny nie spadły. Bo płacą turyści. Hostel dwa razy droższy niż w Barcelonie. Żarcie też. Ale za dużo się nie nażarłem bo po pierwszym dniu na plaży mnie rozwaliło. Po Soller zdążyłem obejrzeć zadeptaną Valldemossę, która wygląda jak klimatyczna budka z pamiątkami.  Olałem pustą celę Szopena, fortepian na którym grał kilka tygodni.  Oraz książkę George Sand o zimie tamże. Była nawet polska wersja. Wcześniej zawsze zatrzymywałem się na tu...