Niby nic się nie dzieje




Niby nic się nie dzieje. Miejsca gdzie płonęły barykady zalano nowym asfaltem (po południu już wszystko było gotowe). Śmietników nowych na razie brak. Stare poszły z dymem. Żadnych szyb nie wybito (a pamiętajmy że Passeig de Gracia to miejscowa 5th Avenue z najdroższymi brendami). Tylko graffiti się pojawiły. Żółte wstążki solidarności z uwięzionymi. I napisy. U mnie na dole jest taki. Liberdad o caos. Wolność albo chaos.
Na razie zdecydowanie to drugie. Aż się zdziwiłem jak przeczytałem że w nocnych protestach brało udział 20.000 ludzi. Z góry tego nie widać. Widać grupki. Dziesiątki, max setki. Żadne wielkie demonstracje. A piszą że w nocy płonęło 50 ognisk na ulicach. Nowa miejska partyzantka. Nazywają się Democratic Tsunami, kontaktują przez Telegram (bo szyfrowany) i apkę i działają jak flashmoby. Policja całą noc znów jeździła. A helikopter latał. Premier Katalonii zaapelował o spokój. Wcześniej apelował o obywatelskie nieposłuszeństwo. Madryt grozi że wprowadzi rządy bezpośrednie i zawiesi autonomię. Ale to już grali. 
Dostałem zlecenie. Żebym reportaże pisał. Z ludźmi gadał. Czego chcą. No nie wiem. Może chcą Republiki? Byli tacy na ulicy. W żółtych kamizelkach. Jak we Francji. Mają na nich znak robót drogowych i napis. Republika (w budowie). Ale jak trafię na jakichś to się zapytam. Na razie słuchałem co gadali w klubie jaracza. Prowadzą go Dominikańczycy, którzy mówią tak szybko że rozumiem piąte przez dziesiąte. Najpierw była dyskusja czy Hiszpania jest monarchią i o co chodzi z tą republiką. Potem jeden powiedział że jak Katalonia zostanie niepodległa to będzie musiała oddać Hiszpanii wszystkie euro, które ma. Albo coś w tym stylu. Inni się z tym nie zgodzili. Ja siedziałem cicho. 
Poza tym byłem świadkiem kłótni nacjonalistycznej. W Carrefourze. Jedna pani wyzwała drugą. Od nacionalista catalana. Oraz racista. Jednakże pani wyzywająca była bielsza ode mnie. A ta racista catalana była Murzynką. Więc znów nic nie zrozumiałem. 
Nic dziwnego. Przecież nie siedzę jak Kapuściński w hotelu pełnym reporterów wojennych z całego świata, tylko hostelu z dzieciami, które wieczorami strzelają smartfonami fotki płonącym barykadom. I wrzucają na insta. 
Wiec na razie to mogę się tylko wymądrzać. Albo pisać z głowy. Czyli z niczego.

PS skończyłem pisać. A tu kolejna demonstracja 



#Barcelona #Katalonia #Cataluña #Catalonia 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie