Przez Andaluzję na czas



A teraz mi się nie chciało pisać. Málaga śliczna. Większa, lekko mniej turystyczna. No i nad morzem. Ale na plaży trzeba w ubraniu siedzieć. Więc znowu z plażingu dupa. Chyba pora opuścić Europę. Albo kupić zimowe ciuchy. Obejrzałem 


Katedrę z frontem zbyt szerokim do zdjęcia, 


teatr rzymski (malutki), 


mury alcázar (tutaj wszystko się zaczyna od al. Al to arabskie the). Mury Gibralfaro (Gibel - to góra, al faro - latarnia morska, na cześć tej w Aleksandrii). Czyli Góra z latarnią. Po arabsku. Mówią że nazwa fenicka. Co do Gibraltaru wciąż się zastanawiają. Skąd nazwa.


Mieszkam koło kolejnej atrakcji - czyli Mercado central. Rynek jest obowiązkowy w każdym hiszpańskim mieście. W każdej dzielnicy. Zaraz obok dają bułki na 100 sposobów. I dobre oliwki.


Córdoba jak Kazimierz. Tylko turystów więcej. Albo Avignion. Tylko most dokończony. I za darmo można się przejść. 


Do katedry trzeba zapłacić. To największa. Była meczetem. Ogromnym. W którego środek (raczej mniej niż więcej) zdobywcy wmontowali typowy kościół. 




Pasuje jak garbaty do ściany zaburzając idealną symetrię meczetu. Tu i ówdzie podsypano zlotem, obrazami i posągami, ale widać że nie starczyło dobytku żeby zagospodarować całą budowlę. 


Chęci okazały się większe niż możliwości. Nawet marmurową podłogę położono tylko od frontu. Karol V (który sam przyłożył rękę do przeróbek powiedział - Wziąłeś coś wyjątkowego i zmieniłeś w coś przyziemnego. Dokładnie tak. 


I na koniec Sevilla. Przyjechałem wieczorem. Hostel wziąłem z basenem w ogrodzie na wypadek gdyby pogoda była plażowa. Nie była. Basen obejrzałem z tarasu paląc lufkę. Z rana poszwendałem się po mieście. Jesteśmy w najstarszym islsmskim mieście w Hiszpanii - przewodniczka poinformowała głośno polską wycieczkę. Do alcázaru (czyli zamku) kolejka. Katedra - oczywiście przerobiona z meczetu. Kto normalny buduje katedrę na planie kwadratu? Meczety się tak buduje. Wszedłem na chwilę. Msza akurat była. Na środku ogromnego budynku kilkanaście osób. Surrealizm. 


Chodzę jeszcze po pięknych uliczkach, oglądam Setas de Sevilla (to parasol metropolitalny) a potem sklep z dewocjonaliami ale nic nie czuję. 


Za to czuję że mam OD. Przedawkowałem Hiszpanię. Jeszcze jedno piękne hiszpańskie miasto z katedrą, zamkiem i starowką i nie wiem co zrobię. I komu. No i ciągle zimno. Kurtka rano i wieczorem staje się nieodzowna. Hiszpania, październik i kurtka? Chyba pora spadać stąd. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie