Policyjne polowanie



Po południu na Passeig de Gracia zbierają się tłumy. Ulica ma 6 pasów. Do tego chodniki szerokości dwóch pasów, pas techniczny i jeszcze jeden na przystanki, kontenery na śmieci (których już nie ma), drzewa oraz latarnie. Po każdej stronie. Razem 14. Szeroka. Przy placu Katalońskim stoi scena a ludzie stoją po horyzont. 


Znaczy najpierw szli, to jeszcze zszedłem na dół żeby tych nacjonalistów zobaczyć. 


Młodzi, starzy, rodziny, mamy z wózkami, festyn. 




Oczywiście flag co niemiara. Znów katalońskie, socjalistyczne i republikańskie. Jedna pani miała galicyjską. Nie naszą. Tam też jest Galicia.


 Potem się zrobiło tłoczno i przeniosłem się na taras. Nie tylko wszystko świetnie widać ale jeszcze się można czegoś dowiedzieć. 
No więc jeszcze w czasie przemówień pokazał się dym z okolic Urqinaony i Via Laetana. Tam gdzie dwie godziny wcześniej gadałem z młodzieżą. Dziwne, bo nastrojów bojowniczych nie dostrzegłem. Pod hostelem też. Jeśli nie liczyć środkowych palców wyciągniętych w stronę policyjnych helikopterów. Dziś zamiast jednego jest ich kilka. Pojawiły się też nowe napisy. FCK SPN. Oraz Puta España. Kazik ma rację. Putin w tym musi paluchy maczać. 


Wiec się skończył, ludzie się rozeszli. Myślałam że będzie spokojna noc. Myliłem się. Biegi poprzedniej nocy były tylko przygrywką do polowania na ludzi jakie w nocy urządziła sobie policja. W Polsce znane były kiedyś łapanki. No to właśnie tak wyglądało. Na szczęście zamiast zorganizowanych Niemców do akcji ruszyła policja hiszpańska więc efekty były zgoła odmienne. Suki w watahach po kilka przepędzały grupki demonstrantów próbując je osączyć zamknąć w okolicznych przecznicach a następnie przepuścić przez ścieżki zdrowia. Nie, tata, nie biją tylko po pupach. Pałki mają nad głowami. Biją jak popadnie. Ale demonstranci nie odpuszczają. Pod hostelem kilka suk trafia na odpór. Słuchać tylko dźwięk rozbitych szyb samochodu i uderzenia znakami drogowymi (które ludzie wyrywają by bronić się przed policją) o karoserię. Gdyby przyszli z zamiarem walki pewnie wzięliby ze sobą bejsbole. Albo bombę w plecaku. 



Samochody z piskiem opon uciekają za róg. Tam następuje przegrupowanie i zawracają na skrzyżowanie. Z samochodów wysypują się cyborgi z pałami i tarczami. Nie zauważyli że w tym czasie demonstranci są już na następnym skrzyżowaniu. Hiszpańska precyzja? Kilka chwil rozglądają się po czym pakują do wozów i jadą dalej. Z góry wygląda to dokładnie tak. Polowanie na ludzi. Keith wraca z Urqinaony. Mówi że tam policja strzela gumowymi kulami. I nie patrzy w kogo. Kilka osób straciło oko. Od początku zamieszek raniono 58 dziennikarzy, wyraźnie oznaczonych pomarańczowymi kamizelkami. Więc nie patrzą. No chyba, że nie chcą żeby żeby ktoś z bliska relacjonował.


Rano idę na Urqinaonę. Zdemolowany przystanek. Ludzie robią sobie fotki. Jak przy Sagrada Familia. 


W sklepie na przeciwko wybite szyby. Dostali rykoszetem bo w sklepie ruch normalny. Znaczy nie splądrowany. Kto by się połaszczył na ekskluzywne kosmetyki. 


Ślady po płonących barykadach. W sytuacji polowania, takie zapory działają na suki, więc nie ma się czemu dziwić. Czytam nagłówek w Catalannews. Podczas nocnych zamieszek aresztowano 54 osoby, ranne zostało 19 (w tym jedna ciężko). Zapomnieli dodać że jeszcze... zdemolowano przystanek. Podobno zaatakowano też komendę wojewódzką policji. Idę tam. 


Bramki, kwiaty, pilnujący policjanci wpatrzeni w smartfony. W budynku ani jednej wybitej szyby. Na parterze, ani na pierwszym. Ani nawet szóstym. Żadnych śladów po kamieniach, koktailach molotova czy graffiti. Jakby ustawili pole siłowe, nie barierki.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie