Barcelona przed Strajkiem Generalnym
Chyba powinien wyjść na ulicę i zobaczyć co jego podwładni wyprawiają. Zasiedziałem się w barach i w środku nocy na Ramblas de Catalunya (za plaza Cataluña) wpadłem w uciekający tłum. No to zacząłem spierdalać razem z nimi. Myślę że mój hiszpański mógłby nie wystarczyć by wyjaśniać policjantom że ja tu tylko turystykę uprawiam. Szczególnie, że byłem po kilku limoncellach. To moje ostatnie alkoholowe odkrycie. Ale do raczy. Czyli spierdalania. Biegną. Sami młodzi. Dwadzieścia-dwadzieściaparę. I ja. Dobiegłem do hostelu kiedy zza rogu wyjechały suki, zatrzymały się i wyskakują z nich psy z batonami. No to spierdoliłem do hostelu. A reszta na Passeig de Gracia. I w głąb Concell de Cent. Skąd przybiegliśmy. Ale tu wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. Raz idą ludzie potem jadą psy, potem ktoś biegnie w przeciwnym kierunku. Potem znów suki w przeciwnym kierunku. I tak dalej. Jak w smartfonowej grze. Tak to pewnie wygląda z helikoptera. Kiedy wszedłem do pokoju z góry zobaczyłem że znów płoną barykady z obu stron hostelu. Pięć minut wcześniej ich tam nie było. Po kolejnych dziesięciu przyjechał wóz strażacki i zgasił tę po prawej. Lewa nadal się paliła.
Radek mnie pytał czy się boję. Jak spierdalałem to się trochę bałem. Ale nie za bardzo. A jak wyjechali zza rogu a ja się schowałem w hostelu to mi adrenalina poszła i bardziej się wkurwiłem niż bałem. Ale może to to samo?
PS Przyszło pismo ze skarbówki. Jeszcze nie otwarte. Boję się
Komentarze
Prześlij komentarz