Barcelona przed Strajkiem Generalnym




Poprzedniej nocy było spokojnie. A przynajmniej tak mi się wydawało. Oczywiście latał helikopter i jeździły suki ale nie było barykad ani ognisk. Pod hostelem. Ale rano znów pisali że całą noc się działo. Z kilku miast Katalonii idzie marsz gwiazdzisty. Dziś dojdą do Barcelony. Gdzie jest zapowiedziana duża demonstracja. I strajk generalny. Więc oczywiście Grenada poszła w odstawkę. Kiedy ostatnio widziałem strajk generalny? Chyba za Solidarności. Tej pierwszej. W oczekiwaniu na dziś wczoraj połaziłem po mieście. Niby nic. Tylko autobusy turystyczne jeżdżą puste. No i ceny na weekend nie podnieśli w hostelu. W zeszły było 25€ za wyrko. W ten jest 12€. Ale oprócz większej ilości graffiti - nic. Pojawiły się napisy "Buch - traidor". Buch to minister spraw wewnętrznych. Potępił przemoc na ulicach. 



Chyba powinien wyjść na ulicę i zobaczyć co jego podwładni wyprawiają. Zasiedziałem się w barach i w środku nocy na Ramblas de Catalunya (za plaza Cataluña) wpadłem w uciekający tłum. No to zacząłem spierdalać razem z nimi. Myślę że mój hiszpański mógłby nie wystarczyć by wyjaśniać policjantom że ja tu tylko turystykę uprawiam. Szczególnie, że byłem po kilku limoncellach. To moje ostatnie alkoholowe odkrycie. Ale do raczy. Czyli spierdalania. Biegną. Sami młodzi. Dwadzieścia-dwadzieściaparę. I ja. Dobiegłem do hostelu kiedy zza rogu wyjechały suki, zatrzymały się i wyskakują z nich psy z batonami. No to spierdoliłem do hostelu. A reszta na Passeig de Gracia. I w głąb Concell de Cent. Skąd przybiegliśmy. Ale tu wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. Raz idą ludzie potem jadą psy, potem ktoś biegnie w przeciwnym kierunku. Potem znów suki w przeciwnym kierunku. I tak dalej. Jak w smartfonowej grze. Tak to pewnie wygląda z helikoptera. Kiedy wszedłem do pokoju z góry zobaczyłem że znów płoną barykady z obu stron hostelu. Pięć minut wcześniej ich tam nie było. Po kolejnych dziesięciu przyjechał wóz strażacki i zgasił tę po prawej. Lewa nadal się paliła.
Radek mnie pytał czy się boję. Jak spierdalałem to się trochę bałem. Ale nie za bardzo. A jak wyjechali zza rogu a ja się schowałem w hostelu to mi adrenalina poszła i bardziej się wkurwiłem niż bałem. Ale może to to samo? 
PS Przyszło pismo ze skarbówki. Jeszcze nie otwarte. Boję się 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie