Barcelona płonie

#Barcelona #Katalonia #Cataluña #Catalonia




No więc tak. Najpierw była demonstracja katalońska. Z okazji referendum. Potem hiszpańska. Z okazji święta. A od dwóch dni się tłuką z okazji wyroku. Na kataloński rząd, który zorganizował referendum. Wieczorem było groźnie. Strzały, suki i płonące barykady na Passeig de Gracia. Pod moim hostelem płoną dwie. Jedna po prawej, druga po lewej. 



Media donoszą że to śmietniki. Ciekawe ile śmietników trzeba na zatarasowanie 6-pasmowej ulicy? Chyba sporo. Helikopter też lata od rana. Wieczorem latał. W nocy też.
I pomyśleć że 20 lat temu o Katalonii gadało tylko kilku staruszków, którzy na Ramblas sprzedawali koszulki z napisem "Cataluña. Ni França. Ni España". I nikt więcej. A teraz rewolucja.
Miałem jechać do Grenady. Ale kierowca z Bla bla car nie odpisał. Nie zadzwonił. Podobnie jak kolejny. I następny. Potem jeden odwołał przejazd. A drugi nie potwierdził. Znaczy ten to już piąty był. Albo szósty. Czyli raczej nie wyjadę. 
Rano wygląda jakby nic się nie stało. Nie ma śladu po barykadach. Ani płonących oponach, których smród wygonił mnie wczoraj z tarasu. Po chodnikach idą ludzie, po jezdni samochody i autobusy. I nagle zza winkla wychodzi kilkudziesięcioosobowa grupa młodzieży skandując głośno.
- Lepiej niech się pan zawija stąd jak najszybciej. Na recepcji mówili że to ma trwać 15 dni. A dziś dopiero drugi - radzi współspacz z łóżka pod oknem. Ma lepszy widok na to co na dole. 
Miałem jechać do Grenady. Ale teraz to chyba jednak zostanę w Barcelonie. Już nie jest cute. Zupełnie 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie