Grenada. Skansen polikulturalny



Nie pisałem kilka dni. Bo to trochę głupio. Widzisz na własne oczy rewolucję. A potem pisać o ładnych domkach? Czy zamkach? Albo że jest ciepło? No właśnie że nie jest. Z tygodniowym poślizgiem łapię w końcu nocnego bla bla i o siódmej rano wysiadam w Grenadzie. Jest potwornie zimno. Pięć stopni. A ja w t-shircie i krótkich gaciach. Przecież przyjechałem na południe? Co jest? W hostelu spotykam ziomka z Safestay Barcelona. Tego co fotki z dołu strzelał płonącym barykadom. Najprawdopodobniej cały świat zobaczył jak płoną barykady w Barcelonie. Najprawdopodobniej nikt z oglądających nie dowiedział się że zapalono je aby uniemożliwić policji ściganie demonstrantów jak zwierzyny łownej. Tak właśnie działają media. I pomyśleć że działają tak w każdym przypadku. A my to oglądamy i wyrabiamy sobie zdanie. Takie jakie mamy sobie wyrobić. Miłego oglądania. 
Ziomek wyjeżdża do znajomych ale jeszcze przekazuje że najlepszy hasz jest obok placu św Mikołaja. Po 4€ za gram. W Maladze tak tanio nie będzie. W czarno-zielonym domku. Trzeba powiedzieć Una peyota por favor. Mam zapisać. Więc zapisałem. Grenady ziomek ma dość. Za muslimsko - mówi. Żegnamy się i ruszam na zwiedzanie. 


Idę w górę dzielnicy Al baicin. Bajtin - to po arabsku liczba mnoga od "domu". Czyli Domy. Finezyjna nazwa dzielnicy. Jest jak na każdej medinie. Wąskie uliczki, milion sklepów i tłumy turystów. No dobrze, parę kościołów też stoi. I jest widok na Alhambrę. I turyści strzelający selfiki. 


Al hamra - Czerwona. Następna oryginalna nazwa. No rzeczywiście mury jakby czerwonawe. Ale żeby od razu nazywać? No ale skoro wszystkie fortece Maurów były piaskowe czy białe, to ta rzeczywiście odstawała na tyle żeby ją nazwać "Ta czerwona". Do Alhambry też trzeba się wdrapać na górę. Inną górę. Oczywiście z centrum kursują busiki, które dowożą turystów na górę. I na dół. I znowu na górę. Forteca jest okazała, choć tylko część można zobaczyć bez biletu. Tej fontanki która jest na każdym zdjęciu z Grenady oczywiście nie. Ale można inną. Też ładna. 


Za free można również zobaczyć tymczasowy grób Izabeli Katolickiej w zakonie franciszkańskim przerobionym na luksusowy hotel. Potem wnuk wykopał ją oraz Ferdynanda i przeniósł do Madrytu. Może czuł się samotny? 


A także Muzeum Sztuk Pięknych oraz Muzeum Alhambry w pałacu króla Karola V z dużą ilością kółek do przywiązywania koni. Znaczy pałac ma. Nie król.




Trzeba jeszcze zwiedzić na prawdę sporą starówkę, którą na dole zbudowali Hiszpanie - po to żeby pokazać że i oni umieją budować ładnie. Albo jeszcze ładniej. I okazuje się że żeby to wszystko obejść potrzeba ze dwa albo trzy dni. Może innym razem. Słońce zachodzi i znów robi się zimno. A mogłem siedzieć w Barcelonie. W krótkich spodenkach. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie