Strajk






Strajk generalny to vaga. Już wiadomo skąd wagary. Zaczęło się spokojnie. Rano na tarasie zaczepił mnie koleś z dreadami. Can you see the moon? - pokazuje na chmury? No. - There - pokazuje. Nic nie widzę. W końcu chmury się lekko przerzedzają i wygląda zza nich. Księżyc. And the sun - pokazuje dokładnie po przeciwnej stronie. - We are in the middle.
Between sun and the moon - uśmiecham się i przypalam lufkę. Na dole idzie pierwsza manifestacja. Jest  po 10.


Wczoraj wieczorem postanowiłem że  w końcu kupię te spodenki. W drugiej kieszeni też się dziura zrobiła i lufkę muszę w skarpecie nosić. Podobno w tych spodenkach wyglądam jak kierowca trucka. Z Teksasu. Biały t-shirt, bejsbolówka. Nawet skarpety masz wywinięte - śmieje się ten z dreadami. Można wyglądać na rednecka nawet jeśli nigdy się nie było w Teksasie? Można.
- Gdzie jest dziś manifestacja? - pytam na recepcji
- Nie wiem, ale mogę poszukać - recepcjonistka bierze komórkę.
- Bo chciałem spodenki kupić, a dziś strajk generalny i nie chcę przed policją uciekać jak wczoraj.
- Jedź do centrum handlowego Diagonal Mar - tam mają na pewno. Metro wejście masz na wprost.


Dziękuję, wychodzę i skręcam w lewo. Najpierw jakiś lunch w Machinie. Tagliatelle idealnie al dente. Tym razem z różowym pesto. Też świetne. Przed knajpą przechodzi kolejna manifa. Ruszam w barrio gótico. Niestety do wyboru mam spodenki FC Barcelony lub Realu Madryt. Bez przynależności klubowej brak. Pewnie nikt normalnych nie kupuje. Po drodze coraz więcej młodzieży w pelerynach zrobionych z flag. 




W każdym sklepie są po eurasie. Hitem sezonu są oczywiście te w czerwone pasy z białą gwiazdą na niebieskim trójkącie. Ale są i takie z czerwoną gwiazdą. Z tęcza też są. Oczywiście. I flagi Republiki Hiszpanii. Nie królestwa, republiki. 


- Dlaczego masz tę flagę? Nie jesteś Katalonką? - pytam młodej dziewczyny
- Jestem Katalonką i jestem przeciw królowi. On i jego rodzina łupią nas. Okradają. Wysyła ludzi na bezsensowne wojny. Nie chcę królestwa. Chcę republiki. 


Na Via Laetana tłum młodzieży. Atmosfera pikniku. Chłopaki pokazują napis RE LOVE UTION. Rewolucja miłości. W tłumie oprócz flag widać też znaki zakazu. Koronowania. U nas króluje zakaz pedałowania. A tu przekreślona korona.
Wygląda więc, że nie tylko o Katalonię tutaj chodzi. Wielu nie odpowiada również monarchia zainstalowana przez Franco. Ale są też postulaty podatkowe wystawione przed ratuszem. A potem widzę kolesia w czapce na której napis głosi że największy problem Hiszpanii to... korupcja. Więc to chyba rewolucja o całokształt. Nie tylko o godność narodową. Ale o system polityczny i sprawiedliwość społeczną. Jak Solidarność.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie