Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie

Do taxi na Taszkient idzie się obok mauzoleum. Prezydenta. A także kilku innych budowli historycznych. Ale już chyba historię przedawkowałem, bo nawet nie robię zdjęć. Na miejscu opadają mnie taryfiarze. Jak stado wilków zająca. Nie znoszą tego. Podobnie jak targowania. Więc odwracam się na pięcie i idę precz. Trochę posiedzę w cieniu. Może im przejdzie. Albo mnie. Po chwili widzę gdzie podjeżdżają samochody z Buchary (czy skąd inąd) szukające tylko jednego czy dwóch pasażerów. To się nazywa "срочно". Umawiam się z jednym na 50.000 i po chwili jedziemy. Między Samarkandą a Taszkientem pustyni brak. Są pola, na których już się zbiera pszenicę. Pod koniec maja. 

I słupy wysokiego napięcia ze sztucznymi gniazdami bocianów. W których stoją sztuczne bociany. Na poboczu sprzedają asal. Wiem co to, bo po arabsku miód to również asal. Uzbecy sporo slow mają z arabskiego. Jeszcze więcej z rosyjskiego. Zabawne że klną po rosyjsku. Короче бляд пиздец. Widać w uzbeckim przekleństw nie ma. 

Kierowca jedzie dalej więc w Taszkiencie wysadza mnie na obwodnicy przy stacji metra. Taszkient to miasto radzieckie. Czyli szerokie, proste ulice, brak centrum i wszędzie daleko. Do tego masa parków oraz placów z pomnikami, fontannami i flagami. 

A także cyrk, sale koncertowe, teatry i obowiązkowe place zabaw dla dzieci oraz wesołe miasteczko pod wieżą telewizyjną. Ale wesołe miasteczka też przedawkowałem. Starzyzny jak na lekarstwo. Może miasto wybrano na stolicę Republiki radzieckiej właśnie dlatego że stężenie meczetów i medres było tu najmniejsze? Na starówce (tak, tak znowu fawela - z tym że oryginalna, bez plastykowych okien i blaszanych drzwi) stoi plac z kilkoma historycznymi budynkami. 

Największy meczet jest nowiutki i wybudował go oczywiście prezydent Karimow. Najprawdopodobniej aby pokazać że lepszy z niego islamista niż komunista. 

A obok buduje się jeszcze większy. To zapewne nowy prezydent chce przyćmić poprzednika. Zupełnie jak Timur Kulawy - Tamir lanek błędnie nazywany Tamerlanem. Na początku myślałem że to budują jakieś centrum handlowe, ale tablica budowy rozwiała moje wątpliwości. W Taszkiencie nie ma więc za bardzo co zwiedzać. Ja chcę zobaczyć tylko jedno. 

Otóż mają tu ostatni zachowany Koran osmański. Czyli oryginał spisany przez trzeciego kalifa w sześciu egzemplarzach w dwadzieścia lat po śmierci proroka. Na księdze mają być jeszcze ślady krwi bo Osmana zamordowano w trakcie lektury. Wszystkie inne egzemplarze zaginęły. Ten sprowadził do miasta - oczywiście - Tamerlane. Czytałem o tym egzemplarzu (bez późniejszych dopisków i wyjasnień) dawno temu. Więc chcę go zobaczyć na własne oczy. Koran jest w małym budynku zwanym Mauzoleum Świętego Włosa. Podobno kiedyś tam trzymano włos Mohameta. Jak widać w miłości do fetyszy Muzułmanie nie są gorsi od katolików. Teraz to Biblioteka. 

Przy tym samym placu gdzie wszystkie historyczne (i nowe) meczety. Wjazd 1000 somów (dla zagranicznych 15.000). Przed wejściem trzeba zdjąć buty. Dobrze że nie każą zakładać długich spodni. 

Koran jest wielki. Strony są kwadratowe, półmetrowe. Na każdej 12 linijek. W każdej linijce tylko kilkanaście liter. Zupełnie inny układ niż w "zwykłych" Koranach. Oczywiście żadnych kropek pod i nad literami. Żadnych akcentów. Szybko liczę że na trzystu stronach nie może się zmieścić ponad 320.015 liter które są we współczesnym Koranie. Bo wtedy na każdej stronie musiało by ich być tysiąc. A nie sto kilkadziesiąt. Czyżby i tu coś dopisano do oryginału? Sprawdzić się nie da bo księga leży w szklanej gablocie. Przykrytej z góry jakimś liturgicznym obrusem. Więc tylko z boku można się przyglądać. Na dodatek jest zakaz filmowania i fotografowania. Przy stoliku siedzi mundurowy, wszędzie kamery. Na szczęście w sali obok jest jedna ze stu kopii, które zrobiono w St. Petersburgu gdzie księga przeleżała ze sto lat w carskiej bibliotece. Rozglądam się. Strażnik poszedł sobie gdzieś. Robię fotkę i wychodzę. Biedni Muzułmanie. Miliard oszukanych ludzi wierzących że Koran to kalema Allah czyli słowo Boże, gdy tak naprawdę słowa Bożego jest w nim raptem 20%. Albo mniej. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie