Między nocą a dniem (w Chiwie)

 Na dworcu bileterka poleca taxi. Taryfiarz mówi że autobusy już nie jeżdżą. Jestem wkurwiony pociągiem a tu jeszcze moje ulubione złotówy. Nie ma? To idę piechotą. Po kilku minutach mija mnie autobus. Ten którego nie ma. Twardo idę dalej. Łażenie dobre na wkurwienie. Na wylotowej do Chiwy są taksówki po 6000 i marszrutki po 3000. Taksówkę mam już obrzydzoną. Wsiadam do mikro mikrobusa. Daewoo ma tu fabrykę więc połowa samochodów (i wszystkie marszrutki) są tej marki. W marszrutce leci ruskie techno. I ruskie disco. Jak u nas ona tańczy dla mnie tak ta tancujet i pajot. Ale w przeciwieństwie do naszej jest cholodnaja kak lod. I oczywiście nas nikto nie najdziot. W sumie fajny numer
https://youtu.be/gVS75aXMaAU
Kierowca pyta gdzie mnie wysadzić. Mam pokój przy rodzinie obok rynku. Bazar - mówię, bo jeszcze chcę poszukać żarcia.

 Stajemy przy murach miejskich. Robią wrażenie. A budowle w środku - jeszcze większe. Widziałem w życiu kilka muzułmańskich starówek, ale takiej jeszcze nie. Zapada zmrok i jest prawie pusto. Strzelam fotki i zapominam o żarciu. W końcu idę na nocleg. 

Dobrze że GPS działa bo to zwykły dom. Nawet bez tabliczki. Gospodarze nie mówią ani po angielsku ani po rosyjsku. Babcia rozumie rosyjski ale mówi kilka słów. Gospodyni wcale. Znaczy zna słowa pasport i propiska. Bo tu każdej nocy trzeba się propisać. Czyli meldować. Jak w Związku Radzieckim. Bez meldunku na granicy mogą być problemy. I kary finansowe. Podobno tysiąc dolków. Więc meldunek trzeba mieć. Pytam czy coś mogę dostać do żarcia. I dostaję. Chciałem spróbować uzbeckiego plowu. Na kolację jest plow. Do tego czereśnie i morwy. Chyba. Bo wyglądają jak białe jeżyny. Płow jest dobry. Strasznie tłusty. Z wkładki mięsnej głównie skwarki. I jeden kawałek spieczonej na amen barany. Mama robi lepszy. Ale po całym dniu głodówki ten też smakuje znakomicie. Do tego zielona herbata. Bez cukru. 

Rano okazuje się że wejście na starówkę jest płatne. Ale tylko od bramy zachodniej. Od północnej i wschodniej można wejść za free. Uliczki zastawione są straganami. Resztę miejsca zajmują turyści. 

W takim stanie Chiwa podoba mi się zdecydowanie mniej. Wieczorem poczytałem jeszcze trochę o historii. I o tym, że miasto dorobiło się na handlu niewolnikami. Więc nawet nie ekscytuje mnie fakt, że urodził się tu al-Chuwarizmi. Termin algebra pochodzi z tytułu jego dzieła Al-kitab al-muchtasar fi hisab al-dżabr wa-al-mukabala ('krótka księga o rachowaniu przez dopełnianie i równoważenie'). zaś algorytm od zniekształconej wersji jego przydomka.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie