Eleganckie Batumi. I Ramadan

Batumi jest eleganckie. I zakręcone. Centrum  pełne ślicznych budynków od modernizmu do chatek gargamela. Jeden z blogerów pisał że przypomina mu Brugię. Mnie Santa Teresę w Rio. Dziś jest słońce więc zakładam krótkie spodenki i idę na miasto. 

W porcie stary wodolot linii Soczi-Batumi reklamuje knajpę. Jak go zobaczyłem przypomniałem sobie że płynąłem takim w latach 70. Więc jednak byłem już w Gruzji. Która wtedy jeszcze była socjalistyczną republiką radziecką. 

Zaraz obok stacja kolejki linowej. Za 15 lari można wjechać na pobliskie wzgórze i zrobić panoramę miasta. Albo selfika. Wybieram panoramę. A potem wsiadam do marszrutki do Kobuleti, gdzie pod miastem stoi Petra - bizantyjska twierdza. A w zasadzie jej ruiny. 

Na przystanku taryfiarz pyta skąd jestem i komplementuje mój rosyjski. Teraz młodzi nie znają już języka. U nas z Rasijoj konflikt - wyjaśnia jakbym przyjechał z Marsa. On sam służył pod Legnicą w latach 70. 

W ruinach akurat odbywa się ceremonia ślubna więc mam okazję się przyjrzeć. A potem łapię kolejną marszrutkę i wracam do Batumi. 

Nadmorski bulwar (jeden z najdłuższych w Europie) to turystyczne centrum miasta. Mimo że do sezonu daleko spacerujących  sporo. Rowerzystów też. Na scenie rockowcy przygotowują się do wieczornego występu. Znaczy są i alternatywne rozrywki. 

Po kilku kilometrach krajobraz się zmienia. Zamiast klasycznej architektury nowoczesne, kilkudziesięciopiętrowe apartamentowce. Niedokończone jeszcze Twin Towers mają 50. W Sopocie takich brak. W Warszawie również.

Chaczpuri (z serem a także tych z fasolą) już próbowałem. Pora na Khinkali czyli lokalne pierogi. I sałatkę. Biorę 5 sztuk. Tutaj w knajpach zamawia się na sztuki. Każdy po zlotówce. Nie wiem czy to była dobra knajpa czy one z zasady takie dobre. Świetne nawet. Ale ich nie skończyłem. Jakoś nie mam apetytu. Może to dlatego że Ramadan się zaczyna? Część znajomych nie je i nie pije od świtu do nocy. Inni uważają że to hardcore nie do zniesienia przez normalnego człowieka. A mnie się jeść nie chce. Oprócz wymiaru mistycznego (miesięczna głodówka działa jak psychodeliki) Ramadan to świetny sposób na zachowanie linii. Lub powrót do pożądanej wagi. I trening silnej woli. Jak ktoś nie próbował - polecam. No to Ramadan karim - tym co obchodzą. I miłego dnia - wszystkim innym. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie