Erewań starszy od Warszawy. Cztery razy
Wylotowa kończy się kilkanaście kilometrów za miastem więc mogę sobie przypomnieć jak się jeździło po Polsce zanim Unia sypnęła kasą. Biorąc pod uwagę że te drogi budowano pewnie w 60. i 70. to i tak nie jest tragicznie. W Erywaniu mam hostel w samym centrum, przy Placu Republiki (d. Lenina). Niestety centrum zostało jeszcze w latach 50. wyczyszczone z zabytkowych budynków.
Zamiast tego jest pełno monumentalnej architektury radzieckiej. Wygląda to jak Mediolan. Albo Pałac Zimowy. Sporo też się buduje. Niestety armeńska estetyka przypomina tę naszą z lat 90. Polerowany granit, plastykowe okna i lustrzane szyby. W środku miasta deptak z ekskluzywnymi sklepami, który prowadzi do Teatru Wielkiego. Oczywiście imienia Arama Chaczaturiana. Przed teatrem staw. Wiecie jak się nazywa? Jezioro łabędzie. Z tyłu teatru, na zboczu Park Kaskada i schody z 555 stopniami. Niestety górna część parku niedokończona i do pomnika na górze trzeba dojść bokiem.
Po przeciwnej stronie zaśnieżony Ararat. Wrażenie niesamowite, bo w wysokości względnej (od podstawy do szczytu) jest wyższy od Everestu! Ararat to święta góra Ormian na której według legendy wylądował Noe po potopie. Oraz ulubiona lokalna marka. Brandy, hoteli, knajp, biur podróży itd. Na drugim końcu deptaku pomnik z okazji 2800 lat miasta. Tak, Erywań jest 4 razy starszy od Warszawy. A kilkadziesiąt metrów dalej Plac Republiki z reprezentacyjnymi budynkami i tańczącymi fontannami (codziennie o 8).
W hostelu wdaję się w historyczną dyskusję z recepcjonistami. Armenia była pierwszym krajem który przyjął chrześcijaństwo (jakieś 700 lat przed Polską). Była też znacznie większa niż teraz. Sięgała aż do Morza Śródziemnego - jak Rzeczpospolita do Czarnego. I tak jak my między Rosją a Niemcami tak oni między Turcją i Persją. I też ich rozebrali. Nawet Ararat został w Turcji. To tak, jakby Jasna Góra była w Niemczech.
Komentarze
Prześlij komentarz