Nie chce mi się

W Narodowym z wąsami

No jasne że w Warszawie. Jak nie piszę to znaczy że jestem w Warszawie. To tu mnie takie lenistwo napada. Nie to że nie ma o czym. 

Nawet jakby nie było to przecież nie pisałem jeszcze o Air Nightmare China dzięki którym zaliczyłem #93 czyli Chińską Republikę Ludową. W 6 godzin na lotnisku. W środku nocy. Z rodzicami. I bez bagaży. To byłby taki krótki horror o komuniźmie. No nie napisałem. Bo mi się nie chce. 

A także o krótkich wizytach w #94 czyli Estonia. A tak na prawdę Tallin. I kasza gryczana z łososiem i krewetkami. 

Oraz #95 czyli Łotwa. A tak na prawdę Ryga i Jurmala.  Zostałem fanem. Architektura jak nigdzie indziej. I chcę jeszcze kiedyś wrócić. Ale pisać mi się nie chce. Ani o rozmowach z szamanem w berlińskiej kuchni. Bo to może za hermetyczne klimaty? Chociaż o wampirach energetycznych to chyba common knowledge. A także o tym, że żeby wyjąć to najpierw trzeba włożyć również. Też nie chce mi się pisać o warszawskich wystawach w Zachęcie i Ujazdowskim. I o tym że byłem w Narodowym. 

Tak, banan ciągle wisi. Ale niedaleko od banana leży święty obrazek. Z wąsami. I żaden biskup ani minister od profanacji nie zabrał jeszcze glosu. Bardzo, bardzo dziwne. Może w Narodowym nie bywają. No ale nie chce mi się pisać. To może na rower pójdę? 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie