Hongkoński maraton

No i teraz mam plan. Myślę nad nim od kilku dni. W Hongkongu mamy dwa dni. A raczej półtora. Co można zrobić w Hongkongu przez półtora dnia. Ho ho ho a nawet trochę więcej. Zdecydowanie więcej niż ja zrobiłem przez trzy. Będzie turystycznie. Ale na maxa. Kupuję trzy Hongkong passy. W internetach piszą że się nie opłaca. Ale jak się ma mało czasu a chce się i to i tamto to warto. Po pierwsze kolejka z lotniska do centrum. W cenie. Rzucamy bagaże i jedziemy do Ocean Park. Też w cenie. Wesołe miasteczko z Zoo i akwarium oraz kolejką linową, podziemną i roller-coasterem. Tak, wlazłem i tam. Rodzice nie. Ojciec zjadł kiełbaskę (jak u nas), mama kalmara grillowanego po koreańsku (okropny). Mają fotki z pandą wielką, ogromnymi salamandrami i mantą w akwarium. 

Wpadliśmy jeszcze na pierogi do najtańszej na świecie restauracji z gwiazdką Michelina. Smaki są odpowiednie do ceny. Jadłem w kilku miejscach w Hong Kongu. Łącznie z McDonald'sem. Wszędzie było lepiej niż w tej od Michelina. Na koniec dnia jeszcze zdążyliśmy obejrzeć pokaz świateł i laserów. Oczywiście ze sky 100 - czyli setnego piętra najwyższego budynku w mieście. Jak najbardziej w cenie. 

Rano śniadanie vis a vis hotelu, check-in na Centralnym. Bagaże nadane do Warszawy. A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. A my idziemy na przystań. Po drodze krótki obchód Muzeum Morskiego (również w cenie) i półtora godziny rejs dżonką do Stanley na południowym krańcu wyspy. Z lampką wina. Także w cenie. 

Do centrum wracamy Hop on Hop off busem. Tak, w cenie. Teraz tramwajem na górę i obowiązkowe fotki na tarasie z widokiem na miasto. Oczywiście że w cenie i bez kolejki. 

Do portu wracamy inną linią Hop on Hop off - tak żeby jeszcze zobaczyć więcej centrum. Teraz jeszcze szybki omlet i rosół z makaronem i można jechać na lotnisko. Nawet jak o tym piszę to się wydaje sporo. A w realu? Tym bardziej że przyjechaliśmy do centrum przed 14. A wyjechaliśmy o 17. Więc to bardziej doba niż dwa dni. I oni to wszystko zobaczyli, przeżyli. Nawet wyglądali na zadowolonych. Nie tylko na fotkach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie