Plaża nudystów pod Kolumną

Host ma 50 lat i ani jednej zmarszczki. Szaman jakiś. Mieszka w Berlinie od 28. I trochę narzeka że Berlin już nie taki. Jasne że nie taki. Jak ja tu przyjezdzałem to były dwa Berliny. A niebieski pawilon na Friedrchstrasse to była granica. I stała kolejka. Jak u nas za mięsem. Żeby wyjechać za mur. Michael - którego poznałem w Opern Cafe na Unter den Linden i przez którego spóźniłem się na granicę czego rezultatem było szczegółowe przesłuchanie i rewizja. Na tej Friedrchstrasse właśnie - mówił, że nigdy nie puszczą go na tamtą stronę. Poczekaj jak Honecker umrze - obiecywałem. Prorok ze mnie był kiepski bo rzeczony przeżył najpierw exodus Niemców do Niemiec. A potem Niemiecką Republikę Dramatyczną (czy Problematyczną - jak utrzymywała Fiolka) szlag trafił. Znaczy sąsiedzi wzięli. 

Z Alexanderplatz s-Bahnem do Tiergarden i dalej pod Kolumnę Zwycięstwa. W zaroślach cruising w biały dzień, przy mostku zaczepia mnie imigranckie chłopię. Imigrantów lubię, ale chłopięta to raczej kościelna domena. Więc dziękuję i idę dalej. Obok kolumny na trawniku plaża naturystów. Bo tu w środku miasta można się rozebrać i wygrzewać w słońcu. Na trawniku. A dalej kibel. Ten z "Taxi zum klo". Bo tu filmy o pedałach kręcono 50 lat temu. I sto. 

Kładę się ale nie rozbieram. Jutro przyjdę z kangą. Nie odmowie sobie rozebrania się na legalu w środku miasta. I leżenia na trawniku. W doborowym towarzystwie. Tak, jest na co popatrzeć. Z lewa i prawa. Jedna pani z dróżki widząc opalających się golasów aż westchnęła głośno "Dios mio!". No i właśnie dlatego plaże dla nudystów powinny być w każdym mieście. Żeby ludzie małej wiary o Bogu nie zapominali. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie