Barcelona
Jakoś się nie mogę zebrać. Kompletnie. Rodzice odstawieni na lotnisko. Dolecieli bez niespodzianek a ja od czterech dni nic nie robię. Bo nie muszę. Ani wstać. Ani zjeść śniadania. Ani nie zjeść. A potem znów nic nie robić. Albo pojechać na plażę. Gdzie chłopy ubrane. Albo gołe. Gole są na Mar bella. Można metrem dojechać.
- O, tu, trzeba iść prosto. Plaża Mar Bella - brodaty Polak pokazuje znajomym na kierunkowskaz przy wyjściu z metra.
Ciekawe czy nie doczytał że to gejowska plaża rozbierana? Albo właśnie doczytał, bo panie też tu przychodzą. Rozebrać się całkiem. Bo do połowy wszędzie mogą. Znaczy tam gdzie faceci mogą być bez koszulek - kobiety też mogą bez staników. I nie muszą nawet zaklejać sutków taśmą. Jak jedna pani na Paradzie Równości. Równość płci. I chyba tym razem zgodzą się z tym i kobiety i heterycy. Prawicowi również.
A na Mar Bella każdy się może rozebrać. Albo nie. I dlatego tak fajnie.
W ogóle Barcelona fajna. Niby tyle lat tu już jeżdżę że powinna mi się znudzić. A tu nie. I w ogóle. Nawet zacząłem o niej inaczej myśleć. Tak jak wcześniej nigdy. Jak Lulu o Jipie w Human Traffic.
Bo na początku to tu bywałem w pracy. Co roku. Na targach erotycznych. Te w Barcelonie nadawały trendy no i zawsze można było coś ciekawego nakręcić i sfotografować. Ale po całym dniu biegania z kamerą i aparatem to się chciało... głównie spać. Co najwyżej zahaczyć o Metro (kiedyś w kiblu wpadłem na Chi Chi La Rue) czy Thermas. I tyle. A teraz nic nie muszę. I tagów nie ma. Golić się też nie muszę. I nie muszę się przejmować że wyglądam jak dziad. Za to klubów masa. Ciekawe że tu w kryzysie się otwierają, a w Polsce podczas boomu zamykają. Widać u nas musi być odwrotnie.
No, dobra. Muszę zrobić fotkę. Bo inaczej nikt nie kliknie
Komentarze
Prześlij komentarz