Kulinarna Katalunia

No, więc tak. Moja polonistka zawsze powtarzała żeby zdań nie zaczynać od więc. Więc zaczynam od "No, więc". No, więc z tymi knajpami to może być tak sobie. Bo w Hiszpanii mam uzależnienie lokalne. Nie, Internet to uzależnienie globalne. Podobnie jak jaranie. Ale mam też lokalne. Caipirinha w Brazylii. Wursty w Niemczech. Oraz żelki Haribo. Również tam. W Hiszpanii mam gazpacho. A odkąd w pewnym hotelu na Kanarach zobaczyłem że podają go na śniadanie, obiad i kolację to oprócz gazpacho i bułki paryskiej nie potrzebuje tu nic więcej. No może jeszcze oliwki. Więc z knajp nie muszę korzystać. Gazpacho w kartoniku znajduje się w każdym przyzwoitym supermarkecie, bułka paryska też.

Jasne, lubię tapas. No może z wyjątkiem królika. Ale czy sałatka dworcowa (zwana tu rusa) albo smażone kartofle to coś o czym warto pisać? Z paelli też nie ma co robić mistrza świata. Zwykły peruwiański arroz con mariscos jest smaczniejszy. A flaki w Polsce robią lepsze.
Knajpy, które w Barcelonie pamiętałem dawno się pozamykały (jak ta ze świetnymi mulami i ośmiornicą po galicyjsku przy Placu Katalońskim) więc trzeba szukać nowych. Po kilku falstartach na najlepsze kalmary trafiliśmy... w barze z wurstami na Calábria przy rogu Gran Vía. Do tego świetne wino Verdejo. Oczywiście najlepsze w Barcelonie, bo w Sitges w Merci Fish & Chips są jeszcze lepsze.  Merci to w ogóle zjawisko kulinarne. No i ten kelner. Mówisz mu że to prawdopodobne najlepszy kalmar jakiego jadłeś a on z kamienną miną odpowiada "Of course". A fish & chips lepsze niż w Londynie. A on znów "Of course". I znacznie tańsze.

W ogóle Hiszpania staniała. Odkąd pamiętam nie było tutaj nigdy tanio i dopiero teraz powoli się robi. Kiedyś w menu nie było dań poniżej dychy i trudno byłoby znaleźć knajpę taką jak Macchina Pasta Bar gdzie za 5-7 € dają michę makaronu z sosem. I jeszcze wybierasz sobie rodzaj makaronu, sos i dodatki. Ja wziąłem ravioli z mięsem w sosie aglio&olio z cukinią. Znakomite.






No, więc tak na prawdę to nie mam za bardzo o czym pisać. Chętniej bym was poczytał, bo pewnie tu jeszcze posiedzę kilka dni. Gdzie dobrze zjeść w Barcelonie? No, więc gdzie?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie