Full wypas na Grenadzie




Mama mówi że za bardzo skrótowo. A jak inaczej zmieścić tydzień w jednym odcinku? No było skrótowo. Tak skrótowo że zapomniałem odhaczyć. Trynidad i Tobago. Kraj #102. Jak Rudy. 
Loty na Grenadę są wcześnie rano i późno wieczorem. Ponieważ kupiłem bilet bezmyślnie, pomyślałem tylko o tym że nie chcę wcześnie wstawać. Zamiast o tym, że wieczorem nie będzie transportu. Tylko taxi. A ja nie lubię taxi. Szczególnie drogich taxi. A airbnb mam po drugiej stronie wyspy. Wybrałem bo obok było lotnisko. Niestety to nieczynne. Ktoś wpadł by na to że na wysepce typu Grenada są dwa lotniska? Ja nie wpadłem. Za to do dyspozycji mam całą willę. Z ogrodem. Minutę od plaży. I genialną hostkę - Davette. Czekała na mnie, mimo późnej godziny i na dodatek rozplanowała mi cały weekend. St George i Grand Anse w sobotę, a okolice w niedzielę (bo transport publiczny nie działa). W St. George zwykle stoją wycieczkowce i jest pełno turystów. W sobotę akurat byłi to Niemcy, bo w porcie stał "Mein schiff 2". Biorę skromny lunch bez mięsa (wolę na razie nie zwiedzać kolejnych szpitali), za to z fasolą. Pierwszy raz jadłem fasolę gotowaną w kokosie. Mniam. Potem jadę do Grand Anse. To popisowa plaża Grenady z hotelami po kilkaset dolców za noc. Fajna. Ale bez szału. Wracam po zmroku i zastanawiam się gdzie tu można coś znaleźć. Zwykle mam problem z szukaniem. Bo trzeba rozpytać. A ja jestem aspołeczny. Ale tu wszyscy są mili i uprzejmi, więc się ze wszystkimi witam. Z tym co jarał jointa przed chatką na rogu też. A jak wracałem z frytkami to po prostu zapytałem czy nie wie gdzie? A on pokazuje za chatkę, że tam man sells. To idę ścieżką między chatkami i trafiam na bar lokalny. Więc pytam klienta czy on nie wie gdzie? A on na bar pokazuje. No, jasne. Debil ze mnie. Podszedłem i poprosiłem za dychę. Dwa dobre giety. Dubeltowe. Za piętnaście złotych. Mogłem też wziąć piwo. Ale alkohol obciąża żołądek. Have a good night - uśmiechnął się barman  na pożegnanie.



W niedzielę Davette zabrała mnie nad wodospad. Bo oprócz plaży bez turystów mają też w okolicy wodospad. A właściwie cały wodny park. 




Oprócz naturalnych biczy wodnych są naturalne baseny, jacuzzi a nawet skalne zjeżdżalnie i skocznie. W niedzielny skwar - po prostu rewelacja! A potem przyprowadziła brata żeby mi narwał kokosów, grejpfrutów i czerwonych pomarańczy. Trzy lata jeżdżę z airbnb ale takiej hostki jeszcze nie widziałem. Więc jakby ktoś szukał willi na wypasie przy plaży na Grenadzie za sto złotych dziennie to tylko u Davette w Marques. Aha. Grenada. Kraj #103

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie