Dlaczego koty są lepsze niż cioty. I inne pożytki z Ramadanu

Francuz którego spotkałem w Samarkandzie poleca taszkiencki Art hostel. Pewnie nie on jeden, bo hostel jest fully booked. Więc zatrzymuję się obok. W Capsule hostel. Ktoś wpadł na dziwny pomysł aby lokal użytkowy na parterze bloku przerobić na dorm. Jeden dorm. W którym stoi ze 150 łóżek. Z czego może 5 zajętych. Reszta stoi odłogiem. Jak w kiepskim horrorze. Co z tego że wszystko nowe i czyste? Więc następnego ranka zabieram graty i idę do Art Hostel. Tym razem miejsca są. A w ogrodzie jest basen. Przy ponad 35-stopniowych upałach jakie panują w Taszkiencie basen robi różnicę. Zasadniczą. Jest też kuchnia, gdzie wyłożone są ciastka, czereśnie, kawa, herbata. Śniadanie mogę dostać o 3 w nocy więc nawet ramadaniący mają tu pełen komfort. Gadam z Francuzem, który jest tu od wczoraj. Jutro wylatuje więc idzie dziś na pizzę. Widocznie ma dość uzbeckiej kuchni. Ja chyba też. Ale kupuję ajran i chleb. Nawet nie chce mi się wychodzić na kolację. 

Wieczorem w hostelu pojawiają się Polacy. Jeden pisze mi na grindrze. Że nie spodziewał się Polaka w Art hostel. Ja też. I pyta jak wieczór. Więc piszę że piję herbatę przy basenie. A on że stoi na balkonie. To piszę że mógł podejść i pogadać. Bez pisania. Okazuje się że bez pisania nie mógł. I pisze dalej żebym wziął herbatę i przyszedł do jego pokoju. Bo od 2 tygodni nie obciągał. To przestałem pisać. Nie będzie mi koleżanka pisać co mam robić. Obok mam kota. Rozwalił się na plecach i chce żeby go głaskać. Na szczęście nic nie pisze. Ten kot oczywiście. Rano widziałem go w łazience. Nawet cześć nie powiedział. Tylko mi tapsa puścił. Już wiem czemu nie umawiam się na grindrze. 

Wedle internetów z rynku Kuiluk można pojechać do Andijan przy kyrgyskiej granicy. Nie można. Można za to złapać transport do Angren (20.000), stamtąd do Kokand (25.000) a stamtąd już do Andijan lub prosto do granicy. 

No to jadę do Angren. To raptem godzinka. Pytam kierowcy czy może mnie wysadzić tam gdzie taryfy do Kokand. Jasne. Wysiadam i na wszelki wypadek obmacuję kieszenie. Komórka - jest, portfel - jest, paszport... Kurwa, przecież miałem go w tej samej kieszeni co komórkę. Na pewno wypadł kiedy sprawdzałem w samochodzie mapy. I co ja teraz? Nie znam kierowcy, marki samochodu ani rejestracji. Zanim zdążę uświadomić sobie w jakiej dupie jestem - słyszę klakson i widzę nawracający samochód. Uśmiechnięty pasażer z tyłu podaję mi przez okno... mój paszport. Mówiłem że Uzbecy są przemili.

Kolejny taryfiarz przewozi mnie przez góry bo Kokand jest w dolinie Fergany. Widoki obezwładniają jednak kierowca pokonuje zakręty z taką prędkością że trudno zrobić jakąkolwiek fotkę. Z głośników leci uzbecki Cocteau Twins na zmianę z Fouadem Ibrahimovem który zachrypniętym głosem i okropnym akcentem (nic dziwnego bo facet chyba z Azerbejdżanu oświadcza, że będzie żyć vorovskoy. Czyli po złodziejsku. https://youtu.be/L04sIlZJZUI

W Kokand jestem o szóstej a do granicy jeszcze ze 200 kilometrów. Dwie panie o złotych uśmiechach przekonują mnie żeby wybrać ich kierowcę. Będzie na trójka więc tylko jedna osoba brakuje. Wprawdzie kierowca chce aż 60.000 ale nie mam większego wyboru. Siedzimy i czekamy. Panie wypytują co robię i ile mam dzieci. Bo przecież trzeba. Mieć dla kogo żyć. Kierowca też jakiś nieprzyjemny. Jest jeszcze jedna pasażerka ale cena jej nie odpowiada. To siedzimy i czekamy. Panie pytają czy dołożę 5000, one również i wtedy ruszymy. Zgadzam się. Ale kierowca nie. Gada żeby inostraniec dał więcej. To inostraniec mówi że to i tak jest drogo więc nie da. W końcu ruszamy. Zabierając tę panią z którą się nie mógł dogadać. Panie o złotych uśmiechach tłumaczą mi że one russo. A co to russo? No post. Bo jest Ramadan. Tyle to wiem. I też robię. Kierowca zaczyna mnie przepraszać. Podobno żartował sobie ze mnie że na pewno nie poszczę, a teraz mu głupio. Słońce zachodzi. Kierowca nalewa mi szklankę wody. Panie z tyłu dają chleba i ogórka z własnego ogrodu. Na postoju ja im kupuję butelkę wody. I robi się miło. Głód zbliża ludzi. I po to też jest Ramadan. Żeby syci zrozumieli głodnych. Nie tylko do odchudzania.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie