Żeby było ciepło musi być najpierw zimno

No, to nie jestem grafomanem. Tyle czasu wytrzymałem bez pisania. Pewnie dlatego, że nie jarałem. Kłamiesz. W Barcelonie jarałem. W Kanadzie jarałem. I nic nie napisałem. Bo mi mózg zamarzł. Aż do sauny musiałem pójść. Ale od początku. Żeby było ciepło najpierw musi być zimno. A w Barcelonie zrobiło się zimno. Rano. I wieczorem też. No to zacząłem szukać. Biletu na Karaiby. Bilety są po 150 - 200 jurków. Z tym że nie z Barcelony. A żeby jeszcze dolecieć tam, skąd są trzeba wydać kolejne 150. Serio. Tanie loty po Europie są po 150€. W listopadzie. Widać listopad na starym kontynencie stał się high seasonem. Niestety, nie przekłada się to na pogodę. Wogle. Więc zamiast lecieć tanimi liniami wybrałem drogie. Air Canada. Wprawdzie po drodze mam Montreal i Toronto ale w Montrealu nie byłem nigdy, a w Toronto ostatnio ze 20 lat temu. No i bez problemów z nadbagażem. Bo namiot sobie kupiłem. Może gdzieś na plaży rozbiję. 



Montreal fajny, a poza tym właśnie spadł pierwszy śnieg. Niestety jetlag mnie powalił więc z życia nocnego nic nie użyłem.



Chciałem palenie kupić ale dwustuosobowa kolejka do sklepu skutecznie mnie odstraszyła. Tak, żeby kupić Marię w Kanadzie trzeba swoje odstać w kolejce. A ja od komuny nie znoszę kolejek. Wtedy zostałem vege, bo po mięso nie chciałem stać. W Toronto okazało się że mają więcej sklepów. Albo mniej jaraczy. Więc kupiłem gram. I zapłaciłem kartą. Pierwszy raz w życiu. Można? W Kanadzie można. Wystarczy mieć 18 lat. I jarać w miejscach do palenia. 





Resztę dnia przełaziłem po mieście, gdzie tęcze wiszą od Pride'u. A może tam się obchodzi cały rok? 



A potem polazłem do sauny. Bo tylko tam mają moją normalną temperaturę. A jarać skończyłem na lotnisku. I poleciałem. 

Na Trynidad. Jest taka piosenka. O tacie co obskoczył całą wyspę i teraz syn nie może się ożenić, bo ma wszędzie siostry. O których nie wiedział. A potem jest puenta. Tylko najpierw nie chcieli mnie wpuścić do samolotu bez powrotnego. A skąd ja mogę wiedzieć kiedy wrócę? To zamiast powrotnego kupiłem bilet na Grenadę żeby się nie pruli. 

Airbnb wziąłem obok lotniska. Okazało się że ze 20 kilometrów od miasta. Ale w mieście wiele nie ma. Nawet tych groźnych typów przed którymi w necie ostrzegają. Więc jarania też nie było. 



Są za to dwie ładne plaże na północnym wybrzeżu. I komary. Na Tobago podobno ładniej bo to bardziej turystyczna miejscówka, więc wziąłem prom. A potem Cow heel soup. I to był błąd. Dojechałem do Crown point gdzie miałem spać ale do hotelu już nie doszedłem. Bo wylądowałem w szpitalu. Lekarz stwierdził że to szok i wysłał mnie do szpitala. Karetką. Na sygnale. W szpitalu byłem o 16. Lekarka przyjęła mnie o 3. W nocy. Kiedy już zrobiło mi się całkiem nieźle. No, to uznałem że wystarczy tego Tobago i poszedłem prosto na powrotny prom o 6 rano. Tak więc jeśli ktoś chciałby się zatruć - tanio, smacznie i skutecznie - nie ma jak Cow heel soup. Na Tobago. 

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie