Przez morze Kaspijskie

#baku #alat #aktau #kuryk #morzekaspijskie

Proszę zadzwonić za godzinę. Za 2 godziny. Po obiedzie. O ósmej rano. Wieczorem. Nie, jeszcze nie wiadomo. Zamiast wracać do domu mnie się zachciało dalej. Przez morze. A właściwie jezioro. Kaspijskie. Przeczytałem w necie że z Baku można popłynąć do Turkmenistanu i Kazachstanu. Turkmenistan odpada z powodu wiz niemożliwych do zdobycia. Ale Kazachstan czemu nie. Promy niestety odpływają bez żadnego planu. Wtedy gdy uzbiera się odpowiednia ilość towaru. Bo pasażerów biorą tylko na dokładkę. Na dodatek odpływają z portu w Alat - 70 kilometrów na południe od Baku. Gdzie oprócz portu nie ma nic. Hoteli, knajp, sklepów. 

Więc dzwonię co parę godzin i czekam. Na Godota. A raczej Gula. Bo ten prom się Gul nazywa. Profesor Gul. No i gula dostaję od trzech dni. Bo ciągle nie wiadomo. W końcu mówią, żebym przyjechał pod wieczór o szóstej. Więc pakuję graty, biorę płow na wynos i jadę na Avtovagzal czyli dworzec autobusowy. Na dworcu nie ma autobusów do Alat. Biegam jak wariat szukając czegokolwiek gdziekolwiek, bo jest piąta a za godzinę mam być w porcie. W końcu znajduje autokar do Ganja pod gruzińską granicą. Ale jedziemy przez Alat. Wprawdzie muszę kupić bilet do samej Ganja za 8 manatów - ale i tak wyjdzie taniej niż taryfa. Wysiadam przy skrzyżowaniu, stąd mam jeszcze półtora kilometra na piechotę. Jest grubo po szóstej. Mam nadzieję że prom jeszcze nie odpłynął. Ale gdzie tam. On jeszcze nie przyplynał. Na początek bilet. Tu wypisują kwity, tam płacę. Z trzema kwitami wracam tam gdzie wypisywali. Proszę czekać pół godziny. Po półtorej bilet jest wpisany. I tak nie jest źle. Kilkoro motocyklistów czekało na bilety od trzeciej. Robi się ciemno. Idę do poczekalni. Tam już kilkanaście osób. 

Poznaję Majkę - dwumetrową motocyklistkę, która dostała w Baku kilkudniową tranzytową do Turkmenistanu. Więc jednak można. Ale ja już mam bilet do Kazachstanu. Nadal nic nie wiadomo. Idę spać na krzesłach. Dobrze że wziąłem dmuchaną poduszkę i kurtkę. Mam się czym przykryć. O szóstej rano przychodzi ochrona. Nie, dziś nie będzie promu. Tym milej się robi o dziewiątej, kiedy okazuje się że prom jest i za pół godziny można się zaokrętować. Jeszcze tylko odprawa paszportowa a potem prześwietlenie bagaży i kolejny mundurowy z marsową miną, który kartkuje mój paszport i pyta czy wiza wietnamska jest do Chin. Nie, do Wietnamu. Można iść. Po 10 jestem na pokładzie. Dostaję kabinę z Azerem który klnie po rosyjsku na czym świat stoi. Czeka na prom od poniedziałku. A dziś niedziela. I tak mu przez tydzień gadali jak mnie przez trzy dni. No więc sobie siedzimy. A raczej leżymy w tej kabinie numer 13. Pojawiają się kolejni pasażerowie. Głównie kierowcy tirów. Dobrze że mam Kirgiz zsiada z konia - Kapuścińskiego. Azer nie wziął nic do czytania więc bardziej się nudzi. Barku ani bufetu też nie ma. Pani od pościeli i herbaty (typowa sowiecka prowodniszczyca) mówi że kolacja będzie dopiero o siódmej. Na kolację wołają o wpół do siódmej. Przy zupie zauważam że prom w końcu rusza. Hurra. Po dobie czekania w końcu płyniemy.

Na promie nie ma co robić. Można jeść. Śniadanie jest o 7, obiad o 11, kolacja o 6. Kuchnia socjalistyczna. Krupnik jak w przedszkolu, kapuśniak też. Kurcze pieczone z kaszą perłową, gulasz z makaronem. Zawieszam Ramadan bo poza porami posiłków mógłbym co najwyżej spożyć pierze z poduszki popijając wodą z kranu. Płow zjadłem w porcie. Z zapasów mam herbatę miętową i ćwierć tabliczki czekolady. Oprócz jedzenia można spać w kajucie. Albo się opalać na górnym pokładzie. Książkę już przeczytałem w porcie. Więc teraz oglądam. Orange is a new black. Na przemian ze Sztuką Kochania. Zajebisty film. I ta droga przez mękę Wisłockiej, żeby wydać książkę. I te argumenty KC PZPR że to seksualizacja. Od razu wiadomo skąd pochodzi Kaczyński i PiS. Ludzie się zmieniają. Argumenty nie. Ciekawe że wtedy kościół był bardziej normalny niż teraz. Mniej zdeprawowany władzą. Ludzki bardziej. 

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O tym jak odkryłem polski bar na Karaibach i zostałem kiperem słynnego ponczu Antka

Cebulactwo w Samarkandzie

Miliard oszukanych czyli co odkryłem w Sowieckim Taszkiencie